Jump to content

IMAGINACJA - przybytek opieki mentalnej


Joachim Cargalho
 Share

Recommended Posts

Wszędobylska mgła, która od wielu dni utrzymywała się nad Umelem nie dawała za wygraną. Wody otaczające wyspy dogrzewane były ciepłymi południowymi prądami, zaś powietrze ciągle dziwnie się ochładzało. Z tego też powodu tafla wody wyciągała ku górze parujące macki swoich cząsteczek, które ciągle będąc zbyt ciężkie nie potrafiły ulotnić się, a nadal wyłącznie zagęszczały powietrze, które stawało się przez to coraz bardziej wilgotne.

- Nie udało mi się znaleźć innego transportu, musimy się tam jakoś dostać tym... - powiedział do @Femme Mystere, gdy w końcu dotarli do pomostu przy którym stała mała drewniana łódka nie wzbudzająca zaufania. Wody były spokojne, a ich ruch wręcz niezauważalny. Wiatr, który mógłby rozgonić mgłę, jakby zupełnie zapomniał o tym miejscu na świecie. 
Widział pewne przerażenie w oczach Lieselotte, choć i on sam nie był pewny tego wyboru. Nieodparta jednak potrzeba dotarcia na wyspę była dużo silniejsza, niż strach przed niepowodzeniem pośrodku bezkresu wód, który tworzył swoją iluzję poprzez otaczającą ich chmurę.
- Musimy płynąć na wprost. Nic więcej .- powiedział i pewnym gestem podał jej dłoń, jakby nie widział już odwrotu.

spacer.png

Ona usiadła z przodu, a on za nią, chwytając w dłoń jedyne wiosło i odbili od mostu wprost w parującą wodę, która maksymalnie ograniczała widoczność. Zanurzał pióro raz z prawej, raz z lewej strony, próbując sondować w jakim są położeniu. Wokół nie było słychać nic, oprócz pluskającej wody, która ociekała z drewnianego narzędzia, które dzierżył w dłoni. Raz z prawej, raz z lewej - wszystko po to by nie zboczyć z kursu, który obrali na początku.

Przesłał pracować na chwilę, dając łodzi dryfować w pchniętym przez niego kierunku. Oparł dłoń na ramieniu Lieselotte, chcąc dodać jej pewności.
- To powinno gdzieś tutaj być - stwierdził z lekkim zawahaniem, aż w końcu wiązka światła przebiła się przez chmurę i dotarła do nich, dając znak, że są już u celu. Odetchnął z ulgą i czym prędzej skorygował dziób łodzi. W końcu dotarli, a u brzegu wyspy stał równie zrujnowany pomost, jaki pozostawili za sobą po drugiej stronie wody. Światło, które widzieli wcześniej, teraz było dla nich nieosiągalne, zaś poza pomostem, nie było nic innego jak połacie gęstych zarośli.
- Skąd dochodził ten blask? - zapytał, próbując znaleźć jego źródło.

Nagle, wśród krzewów nastało małe poruszenie, które przyprawiło mu dreszcze na całym ciele. Choć z reguły twardo stąpał po ziemi, teraz zdecydowanie odczuwał aurę miejsca, które zdecydowali się odwiedzić. Starał się jednak pozostawać niewzruszony, a przynajmniej taką postawę odgrywać.

- Ooo, goście. Nie spodziewałam się... - światło na rozbłysło, choć tym razem dużo bardziej stłumione. Zza niego wyłoniła się twarz kobiety, która odziana w czarną pelerynę, podeszła do nich blisko.
- Jak minęła Wam podróż? - zapytała nieco przekornie, pewnie nie będąc do końca zadowolonym, że tutaj dotarli.

spacer.png

Joachim cumował jeszcze łódź, gdy ona stała już na pomoście w oczekiwaniu na nich.
- Zaprowadzę Was do naszego przybytku, jeszcze byście się tutaj zgubili - powiedziała, przepuszczając ich obok siebie. Gdy Lieselotte przechodziła obok niej, ta chwyciła ją za ramię i rzekła niemal szeptem - Chyba nie spałaś za dobrze... Czyżbyś miała jakiś koszmar? - a później bez słowa wyminęła ich z powrotem i prowadziła w głąb lasu.

  • Wow 1
Link to comment
Share on other sites

Cytat

„Czyżbyś miała jakiś koszmar?”– zapytała z wurstlandzkim akcentem tajemnicza postać odziana w pelerynę.

Lieselotte nie odpowiedziała, ponieważ zaczęła zastanawiać się, czy to miejsce, ten czas i wszystkie te wydarzenia to nie jest kontynuacja snu? Gdy zasnęła, po rozmowie z Joachimem, nie był to normalny sen. Wprawdzie jej ciało zapadło w letarg, jej umysł dawał o sobie znać. Mogłaby przysiąc, że słyszy kogoś krzątającego się po pokoju. Jej kończyny leżały jednak bezwładne niczym kłody. A płuca nadymało powietrze, niczym balon, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jedyne, co jej pozostawało, to czekać, aż to wszystko przeminie.


W momencie, gdy kojący głos Joachima wybudził ją ze snu, miała ochotę wyściskać go za to. Nie wiedział nawet, przez co przechodziła tej nocy. Nim jednak zdążyła mu o tym powiedzieć, spojrzała za okno. Dopiero świtało. Mocno zaskoczona popatrzyła na partnera, lecz on nie chciał zwlekać ani chwili dłużej. Nawet w drodze nie był skory na wyjaśnianie czegokolwiek. Lieselotte pozostawało więc znów czekać. Na to, co miał przynieść los...?


I tak oto, w tych przedziwnych okolicznościach, znalazła się na brzegu wyspy owianej mglistą aurą. Gdzieś w oddali słychać było skrzekot żab i szum szuwarów. Lieselotte stała w swoim modnym płaszczu, brodząc kozaczkami w błocie. Czuła, jak woda przesiąka jej przez podeszwy.


- Joachim, kto to jest? – zanim Lieselotte zdecydowała się zrobić choć krok do przodu, odwróciła się do Joachima i rzuciła do niego przyciszonym głosem, zdradzającym wściekłość zmieszaną ze strachem. – Co się tutaj dzieje, do cholery? – zapytała, ledwie panując nad swoimi emocjami. Najpierw jakaś łódka, która zapewne rozpadnie się, zanim będą mogli dopłynąć nią z powrotem do brzegu, a teraz jakaś kobieta, która wydaje się czekać na nich o tej godzinie nad ranem. – To jest ukartowane?

 

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Joachim nie miał pojęcia kim jest ta osoba i skąd wiedziała o ich przybyciu. Był zdezorientowany całą sytuacją, ale postanowił poddać się biegowi wydarzeń i podążać za przedziwną kobietą, która wyszła im na spotkanie.

Lieselotte wyrażała swoje wątpliwości, które przemieniała w agresywny ton wypowiadanych pytań. Spojrzał na nią, chcąc wzbudzić w niej więcej zaufania do tego, co się dzieje, ale był pewien, ze jego twarz wyraża równie dużo niedopowiedzeń, co przeczyło słowom, które jej powiedział.
- Spokojnie, tutaj wszyscy tacy są. Nic nam nie grozi. - i chwycił ją za dłoń w geście wsparcia, choć być może tylko nie chciał go ofiarować, ale sam go też poszukiwał.

Szli przez dłuższą chwilę pośród gęstych zarośli, które niekiedy strzelały im prosto w twarz, gdy ich przedziwny przewodnik bez opamiętania pozostawiał je za sobą. Droga, którą przebyli nie była wydeptaną ścieżką, a właściwie zdawać by się mogło, że nikt wcześniej się nią tutaj nie poruszał. Mimo wszystko, próbował szukać znaków szczególnych, które pomogłyby im w ewentualnym powrocie nad wybrzeże. Aura jednak nie pomagała w penetrowaniu okolicy, a wzbudzała coraz to większy niepokój.

- Sny to przedziwne wydarzenia, które budują nam most do innego świata. Czym jednak jest ten świat? Czym jest nasz świat? I jak odróżnić jeden od drugiego? - kobieta zaczęła zadawać pytania, na które zdecydowanie nie oczekiwała odpowiedzi.

Wyszli w końcu na niewielką polanę lub raczej miejsce gdzie drzewa nie rosły tak gęsto, a przed nimi ukazały się schody prowadzące na dziedziniec - zdawać by się mogło - ruin jakiegoś zamku.

spacer.png

Kobieta kontynuowała swój wywód:
- Sny... przedziwne... - odwróciła się ku Joachimowi i Lieselotte.
- Traktujemy je jako abstrakcję, a jednak nieraz kierują naszymi działaniami, prawda? - zadała kolejne retoryczne pytanie, kierując wzrok wprost na Panią Augentrost.

Weszli po schodach by zatrzymać się w portalu. Czarny kruk usiadł na jego obramowaniu i zerkał na całą trójkę, przy czym zaczął przeraźliwie krakać. Kobieta spojrzała na niego, jakby wsłuchując się w jego odgłosy, a później znów powiodła na nich i zapytała.
- Wierzycie w swoje sny? - tym razem akcentując swoje oczekiwania co do odpowiedzi.

Joachim zerknął na nią spokojnym wyrazem twarzy. Nie był pewien skąd ten spokój nagle w nim zapanował.
- Wolę wierzyć w to, co widzę niż zdawać się na wytwór wyobraźni. Poza tym... niewiele sypiam - odpowiedział.

- Nie widzę w tobie potencjału. Czy może być coś bardziej żałosnego? - skomentowała, wyrażając swoją pogardę.
- Co innego dostrzegam w twojej partnerce. Chyba nas coś łączy... - łypnęła na nią swoim spojrzeniem, oczekując jej reakcji.

 

Edited by Joachim Cargalho
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share