Jump to content

Powieść "Obywatel Iwan"


Włodzimierz Molotin
 Share

Recommended Posts

Powieść autorstwa Włodzimierza Molotina. Publikowana będzie ona po rozdziale co pewien czas np. co parę dni. (Za wszelkie błędy w tekście serdecznie przepraszamy)

 

Jest to powieść o Iwanie, który powrócił do swojej ojczyzny po latach emigracji. Próbuje on wpaść w rytm państwa o nowej ideologii, pozwalającej mu wreszcie żyć spokojnie. Jednak życie stawia go przed wieloma trudnymi próbami i przeciwnikami nowego ładu. 

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

Rozdział I 

 

Życie tętniło wszędzie wokoło. Słychać było śpiewające ptaki krążące po niebie. Iwan szedł żwirową ścieżką, mijając drzewa i kwitnące obok kwiaty. Wielkie buki rzucały cień na ścieżkę, tętniąc życiem po niedawnym deszczu. Przyspieszył kroku, wiedząc, iż może nie zdążyć. Wyszedł z lasku i wkroczył do miasta. Spojrzał na nowe budynki, przypominając sobie starą, zrujnowaną architekturę. Pamiętał ciężkie życie dziecięce, katorżniczą pracę ojca, trwająca kilkanaście godzin na dobę. Ledwo wiązali koniec z końcem. Chodził on jedynie 3 klasy w pobliskiej szkole wiejskiej, w której pan tworzył sobie siłę roboczą. Wracając ze szkoły widział rodziców na polu, a czasem wysłanników właściciela, zbierających daninę i podatki. Zaniedbane otoczenie nie pozwalało na jakikolwiek poziom życia. Wspomnienia te nie były czymś, co powinien pamiętać młody człowiek rozpoczynający nowe życie w nowym świecie. Przestał rozmyślać o tych smutkach, wolał myśleć o dniu dzisiejszym i o nowym życiu. Szedł do swojego celu, Podkomisariatu Stanu Cywilnego. Mijał blokowiska i w końcu dotarł, gdzie chciał. Wszedł do budynku.

   - Witam serdecznie Towarzyszko. Gdzie mam się udać po nowe dokumenty? - spytał recepcjonistki 

   - Zdrastwujtie Towarzyszu. Zapraszam do pokoju nr 7 - odpowiedziała urzędniczka.

W pokoju napotkał on kolejkę z 2 robotników, czekających do okienka. Po paru minutach była już jego kolej. Wypełnił odpowiednie arkusze, odebrał swoje dokumenty i z chwilą tą stał się pełnoprawnym obywatelem swojej ojczyzny. Pożegnał się z urzędnikami i rozpoczął powrót do domu. Rozmyślał on o tym jak wyglądałoby jego życie, gdyby jego rodzice byli tu z nim. Gdyby tylko udało mu się wziąć ich ze sobą podczas ucieczki. Niestety, pan, a nawet władze nie pozwoliły im odejść. Tylko Iwanowi udało się zebrać na tyle pieniędzy, aby przekupić celników. Wiedział, że gdyby tylko uciekli, gdyby tylko władze były normalne, jak teraz, to byliby obecnie z nim. Był już pod swoim nowym domem. Otrzymał je wraz z obywatelstwem. Było to średniej wielkości mieszkanie w bloku, na 2 piętrze. Jedyne co przywiózł ze sobą do kraju to walizka z ubraniami, trochę jedzenia i stare radio, jeszcze po dziadku. Wszedł do mieszkania, rozłożył bagaże i włączył radio. Usiadł na krześle, aby odpocząć i posłuchać radia. Na kanale pierwszym CzRL leciało akurat przemówienie komisarza Dimitriego. Mówił on coś cichym słabym głosem nad postępami naszego kraju. Lecz nie brzmiał on jak kiedyś. W zagranicznych radiach za dawnych czasów słyszał komisarza Dimitriego bardziej żywego. Brakowało w jego wypowiedzi zaangażowania i siły. Po audycji chciał się przewietrzy, a usłyszawszy wcześniej o pięknym parku w stolicy, chciał się tam udać. Schodząc po schodach spotkał starszego nieznajomego, wchodzącego powoli na wyższe piętro.

 

   - Dzień dobry - powiedział niepewnym głosem Iwan.

   - No, czy taki dobry, to bym nie powiedział - odrzekł bez emocji nieznajomy.

   - Emm... Chodziło mi bardziej o przywitanie niż stwierdzenie dnia - odpowiedział skrępowany.

   - Niech będzie, witam - odpowiedział bez chęci starzec.

   - Mieszka tu Towarzysz? - zadał zainteresowany.

   - Nie! - krzyknął - mieszkam tu ja.

   - Ale - odparł zdziwiony - no, dobrze. Jak najszybciej dotrzeć do parku?

   - Na to złomowisko? - wykrzywił się starzec.

   - Czemu tak mówicie - zapytał.

   - Bo nic innego tam nie ma - odrzekł - Ale jak już chcecie, to autobusem pod tą radę i na piechotę dalej.

   - Dziękuję, do widzenia - podziękował.

   - Może - odparł oddalając się.

Było to dziwne spotkanie. Myślał o nim przez całą drogę do parku. Po dotarciu pod radę szedł szosą pół kilometra, aż dotarł. Półtorej godziny krążył po parku oglądając piękne pomniki. Przedstawiały one naukę i symbolikę ludową. W samym centrum stał pomnik, naszego wielkiego przewodnika. Monumentalny pomnik skierowany w miasto, symbol przewodnictwa partią i narodem. Symbol jutra, rozwoju i ruchu rewolucyjnego. Zatrzymał się przy nim, a następnie usiadł na ławce i podziwiał kwitnące kwiaty i wysokie, całe zielone drzewa. Następował już wieczór, słońce zaczęło chować się za pagórkami. Zaczął więc już powrót. Wracał autobusem, była to godzina 20:30. Podchodząc pod blok widział w oknie sąsiada z góry, którego poznał wcześniej. Machnął mu na powitanie, a ten zamknął szybko okno i zniknął w ciemnym mieszkaniu. Wrócił do swojego mieszkania i zaczął przygotowywać się do snu. Musiał wypocząć przed następnym dniem, w którym to ma nadzieję na zdobycie zawodu i rozpoczęcie pracy dla dobra narodu.

  • Like 2
  • I love it! 1

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

Rozdział II

 

Była godzina 5:39, wykonał poranną rutynę, zjadł na śniadanie wczorajsze bułki drożdżowe i przegryzł domowej roboty grzybkami z octu. Wyruszył z domu po niecałych 2 godzinach, wszedł do autobusu i ruszył do Komisariatu Zatrudnień. Nie był szczęśliwy na myśl o całej biurokratycznej dokumentacji, którą będzie musiał wypełnić, lecz pamiętał o tym, iż bez tego panowałby chaos i wszystko trwałoby zamiast parę godzin to parę tygodni, czy miesięcy. Jechał przez miasto, oglądając otaczające go budynki. Czasem widział za budynkami wyłaniające się piękne, ciemne Jezioro Naftowe. Po około 25 minutach jazdy wysiadł w centrum miasta, na zajezdni na osiedlu "Centrum" przy ulicy Miejskiej. Ruszył chodnikiem wzdłuż siedzib różnych instytutów państwowych i dotarł do miejsca docelowego. Wkroczył do środka i stanął przerażony. W środku roiło się od innych ludzi szukających pracy.

   - Kto jest ostatni w kolejce - spytał się grupy ludzi.

   - Ja jestem ostatni - odparł młody mężczyzna stojący w rogu pomieszczenia wśród grupy ludzi.

   - Dziękuję. Normalna jest taka ilość ludzi? - zapytał się młodzieńca.

   - Normalnie Komisariat ten stoi pustawy, lecz dwa dni temu otworzyli nowe osiedle mieszkaniowe o nazwie - zaczął zastanawiać się, aż po chwili odpowiedział - a no tak, Gorija.

Iwan zdziwił się. Nie wiedział nic o nowym osiedlu, na którym chętnie by chciał mieć mieszkanie. Przypisane mu zostało inne osiedle, na którym teraz będzie mieszkał. Postęp z jakim pędziła stolica wydawał mu się zbyt szybki, na tyle szybki, że aż nie był w stanie zauważyć otwarcia nowego osiedla.

   - Aha, to bardzo ciekawe - odparł zdziwiony - A na ile ludzi przeznaczone jest osiedle? - zapytał.

   - Oj Towarzyszu. Tego to ja już nie wiem. Słyszałem wczoraj jednak, że nie jest to duża liczba, osiedle nadrabia jednak swoją nowoczesnością. - odparł lekko podekscytowany.

   - Mówi Towarzysz - odparł Iwan - A co tam takiego nowoczesnego?

   - Długo by opowiadać - odrzekł.

   - Towarzyszu, tyle czasu będziemy stać w tej kolejce, że nam go z pewnością nie braknie - odparł z lekkim uśmiechem Iwan.

   - No z tym Towarzysz ma rację - odparł i zaczął opowiadać - Osiedle nie ma mieć zbyt wielu bloków. Taka Dwojka ma tam około 30 bloków, prawda?

   - No tak, prawda - odparł zaciekawiony Iwan.

   - No właśnie, a to nowe osiedle to ma mieć tylko 10 bloków, ale jakich. To mają być tak wielkie bloki, że nigdzie w naszym kraju tak wielkich bloków nie ma. Czysty prefabrykat, a po to, aby tacy ludzie mieli na co narzekać, jak próbują przykładowo, magicznie wkręcić gwoździa w ścianę - dokończył ironią.

   - No tak, znam wielu takich co narzekają z byle powodu, a wyobraźni to u nich brak - odparł - I to wszystko, co określa te osiedle takim nowoczesnym?

   - Nie, oczywiście że nie. Bloki umieszczone są w takim jakby kształcie lekko zgniecionego jajka, a w samym środku stoi - przerwał, a jego oczy rozbłysnęły czystą ekscytacją i szczęściem - stoi wielki, chyba największy budynek użytkowy w naszym państwie. Wielka akademia, czy szkoła jakaś. No nie wiem, dopiero się otwiera, ale takiego wielkiego, a zarazem tak pięknego budynku to ja nie widziałem w całym swoim życiu.

   - Naprawdę? - zapytał - aż taki wielki?

   - A żeby Towarzysz wiedział, tak pięknego i monumentalnego budynku to jeszcze nie było. Będzie go widać z każdego miejsca w Nowańsku - dokończył.

   - No to jak taki piękny to muszę się tam przejechać i zobaczyć go - odparł.

   - Koniecznie musi Towarzysz, ale nie radzę w tym tygodniu, chyba że własnym samochodem - odparł smętnym głosem.

   - Ma Towarzysz rację, przecież jak tyle tu ludzi z tego osiedla przybyło, to ile ich musi być w autobusach stamtąd - odparł Iwan łapiąc się za głowę.

W czasie rozmowy kolejka dynamicznie się poruszała. Po godzinie 10:00 Iwan dotarł do okienka. Chwilę wcześniej porzegnał się z młodym rozmówcą i rozpoczął rozmowę z urzędnikiem.

   - Zdrastwujtie - rozpoczął Iwan.

   - Witam, poproszę o dokumenty tożsamości - odpowiedział mężczyzna zza lady.

   - Oczywiście - rzekł Iwan podając dokumenty - przybyłem tutaj oczywiście zdobyć zawód.

   - Widzę, jakieś preferencje lub konkretne wykształcenie? - zapytał się urzędnik 

   - Mam średnie wykształcenie na kierunek inżynieryjnym, lecz nie jest to zbytnio moja preferencja - odparł Iwan - Chociaż może preferuje pracę umysłową niż fizyczną, na którą jednak narzekać nie mogę.

   - Dobrze, proszę dać mi chwilę - odpowiedział urzędnik.

Pracownik Komisariatu Zatrudnień zniknął za drzwiami działu dokumentacji. Mijały minuty, a Iwan stał i czekał. Rozpoczął krótka pogawędkę z pewną kobietą stojącą za nim. Dowiedział się od niej o jednej z galerii sztuki w Walowce, gdzie znajdują się najcenniejsze dzieła literackie naszego narodu. Po 10 minutach czekania przybył urzędnik.

   - Przepraszam, że musiał Towarzysz czekać - odparł zakłopotany - mam tutaj arkusze dostępnych zawodów, musiałem je dodrukować. 

Iwan oglądał arkusz z ponad 50 dostępnymi pozycjami zawodowymi. 

   - Przepraszam a muszę się zdecydować z tym teraz? - zapytał urzędnika oddając mu arkusz.

   - Nie, oczywiście, że nie. Ma Towarzysz na to maksymalnie miesiąc - odparł - A arkusz może sobie Towarzysz wziąć, są za darmo dla obywateli szukających pracy. 

   - Bardzo dziękuję. Zgłoszę się tu w najbliższym czasie. - odparł zadowolony - da swidania!

   - Da swidania - pożegnał się urzędnik.

Iwan wyszedł z Komisariatu. Liczył on, iż dostanie dzisiaj zawód i będzie mógł odwiedzić nowe miejsce pracy. Nie pomyślał on jednak wcześniej nad preferencjami zawodowymi. Stwierdził więc, że przemyśli to i wybierze sobie nowy zawód. Teraz jednak nie wiedział co robić. Usiadł więc na pobliskiej ławce i myślał. Ukończył już wszystko co chciał dzisiaj zrobić. Może wrócić do domu, lecz co będzie tam robić. Nie jest chętny tylko słuchać w kółko radia, za to świetnym pomysłem byłoby odwiedzenie nowych miejsc, o których się dzisiaj dowiedział. Przeszedł się jeszcze po centrum miasta, a w międzyczasie dopytywał się przechodniów którymi autobusami będzie musiał jechać. Wstąpił jeszcze szybko do sklepu Kurka, kupując wodę i jedną bułkę na drogę. Wrócił do zajezdni w której rozpoczął dzisiejszą podróż po centrum i po odczekaniu paru minut wsiadł do autobusu, którego kierunkiem był przystanek Nowańsk Walowka.

Edited by Włodzimierz Molotin
  • Like 2

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

Rozdział III

Była godzina 16:30, a autobus jechał przez stolicę wypchany po same drzwi ludźmi. Nie była to dobra pora na turystyczną jazdę po stolicy, gdyż większość robotników skończyła już swoją zmianę. Iwan jechał cały czas, aż do ostatniego przystanku, którym był Nowańsk Walowka. Po 20 minutach jazdy był na miejscu. Wysiadł z autobusu i zobaczył piękne osiedle, pełne drzew i pełne ludzi spacerujących po swoim osiedlu. Stało parę bloków ułożonych równolegle siebie, a na środku stał przystanek. Był on samym centrum osiedla, od którego chodniki prowadziły w każdym kierunku. Nie było to duże osiedle, lecz było bogate w różnorodne dekoracje i w drzewa. Prowadziła tam tylko jedna droga, którą była Trasa Hutnicza, była to chyba najbardziej uprzemysłowiona trasa w stolicy, a może i nawet w kraju. Chociaż tego nie był pewien, słysząc o Centrogradzie i jego przemyśle. Przeszedł on wzdłuż bloków i dotarł do słynnej galerii sztuki. Był to średniej wielkości piękny budynek w naszej architekturze. Miał dużo okien i napis na dachu "Państwowa Galeria Sztuki". Wszedł więc do środka, gdzie ujrzał niewielką kasę i paręnaście osób w środku galerii. Zakupił bilet i wszedł do środka. Było to duże pomieszczenie, lecz nie posiadało ono zbyt wielu eksponatów. Było tam kilka rękopisów i tekstów. Były to dobrze znane mu wiersze oraz teksty autorstwa najlepszego jak na razie pisarza w naszym kraju W. M. Pół godziny zeszło mu w galerii, po czym wyszedł z budynku. Nie miał pomysłu gdzie się teraz udać. Poszedł więc na pobliską ławkę. Zjadł pozostały mu kawałki bułki i dokończył zakupioną wcześniej wodę. Było trochę przed godziną 19:00, a on nie miał pomysłu na dalsze zwiedzanie. Nie chciał wracać do domu, lecz nie miał ochoty zwiedzać stolicy po ciemku. Chciał iść na autobus, lecz wracając na przystanek zaczepiła go młoda kobieta. Mówiła pojedyncze słowa, które rozumiał, lecz nie wyciągał nic więcej z jej wypowiedzi. Więcej mówiła coś w obcym języku, którego Iwan nie znał. 

   - Zdrastwujtie *niezrozumiałe słowa*, wiedzieć gdzie są sklep i przystanek - zapytała się Iwana. 

   - Witam - odpowiedział - chce Towarzyszka znaleźć sklep i przystanek? 

   - Ja, znaczy da, da... - odpowiedziała niepewnym głosem - ja chce iść do sklep, a *niezrozumiałe słowo*. 

   - Przykro mi, ale nie rozumiem Towarzyszki. Zaprowadzę Towarzyszkę do sklepu, a po drodze wskaże gdzie jest przystanek. - odpowiedział, zaczynając prowadzić kobietę. 

Po chwili byli pod sklepem, a on wskazał kobiecie przystanek w drodze do sklepu. 

   - Dziękuję *niezrozumiałe słowo* - podziękowała - jak mogę się *niezrozumiałe słowo* odwdzięczać? 

   - Oj, nie trzeba. Nie potrzebuję dowodu wdzięczności, lubię po prostu pomagać. Gdyby Towarzyszka potrzebowała pomocy w czymś jeszcze w naszym kraju, to proszę się ze mną skontaktować lub odwiedzić mnie w moim mieszkaniu - powiedział radośnie, dając jej na karteczce adres swojego mieszkania. 

   - Dziękuję - podziękowała niepewna - Da swidania! 

   - Do widzenia - pożegnał się, kierując się w kierunku przystanku. 

Było już późno, a on nie chciał zwiedzać już o tej porze stolicy. Chciał wracać do domu. Wrócił na przystanek. Poczekał pewien czas na przystanku, a następnie jechał autobusem około 10 minut, po czym poszedł z przystanku na swoim osiedlu do swojego mieszkania. Był to ciekawy dzień. Iwan wpadł po powrocie na pomysł, aby dnia następnego wstać wcześniej i udać się w niepoznane jeszcze miejsca. Chciał poznać całą stolicę przed rozpoczęciem pełnienia zawodu. Zostało mu na to trochę czasu, lecz on chciał jak najszybciej poznać wszystkie bloki, atrakcje, osiedla i budowle w stolicy. 

  • Like 1

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

Rozdział IV

Wstał około 6:30. Obudził go strumień wody wylewającej się nagle z kranu. Szybko zerwał się z łóżka i pobiegł do kuchni. Okazało się że wodociągi państwowe podpięły właśnie jego blok do sieci kanalizacji i bieżącej wody, a on zapomniał zakręcić kran, testując, czy działa w jego mieszkaniu woda. Ucieszyło go to zdarzenie. Nie będzie musiał kupować już wody w sklepie, jedyne czego mu do pełnego szczęścia  brakuje to lodówki i paru mebli. Musi kupować jedzenie prawie codziennie, aby jakiś produkt się nie zepsuł. Myśląc o tym przypomniał sobie, że musi udać się na zakupy. Zebrał się więc, ubrał się, umył i poszedł na autobus. Na jego osiedlu sklep Kurka zawsze był zapełniony kolejkami ludzi, wolał on przejechać się autobusem do centrum miasta i tam zrobić zakupy. Wsiadł na najbliższym przystanku do pojazdu transportu publicznego i pojechał do centrum. Na miejscu ruszył do sklepu. Wszedł do budynku i oczekiwał, aż z zaplecza wróci kasjer. Po paru minutach do sklepu nagle wszedł nietypowy mężczyzna. Był on ubrany w nieznany Iwanowi mundur koloru ciemnogranatowego. Po chwili za nim do sklepu wkroczyło trzech wysokich mężczyzn w czarnych ubraniach z założonymi na głowach kominiarkami. Iwana przeraziła obecność tych ludzi i chciał jak najszybciej wyjść ze sklepu, lecz nie udało mu się to. Próbował ominąć nieznajomych, lecz jeden z nich zablokował drzwi, a drugi odepchnął Iwana pod ścianę. Artykuły, które miał w torbie, rozsypały się przy nim na podłogę. Mężczyzna w mundurze podszedł do lady, za którą stał przerażony kasjer, patrząc na całą sytuację. Nie miał on jak powiadomić jakichkolwiek służb, aby zapobiec tym niebezpiecznym działaniom. Iwan próbował wyczołgać się ze sklepu, pomiędzy napastnikami, lecz jeden z nich wyciągnął coś z kieszeni i zanim Iwan zobaczył co to było, był już nieprzytomny. W tym samym czasie osoba w mundurze zaczęła coś mówić do kasjera, odpowiadającego w wielkim stresie na pytania. Po około 20 minutach Iwan zbudził się, lecz nie chciał się ruszać, aby nikt go znów nie uderzył. Zobaczył jedynie, że nieznajomy w mundurze domagał się od kasjera wszystkich towarów na rzecz jakiegoś ruchu terrorystycznego oraz wymagał, aby sam kasjer do niego dołączył. Jeden z napastników z tyłu trzymał broń w kierunku kasjera. Iwan wiedział, że tylko on może coś zrobić. Okna były pozasłaniane, a drzwi przyblokowane ,aby nikt nie mógł wejść do środka, ani wyjść. Iwan myślał jak niezauważenie uciec ze sklepu i wezwać jakiekolwiek służby. Kasjer zaczął znosić z zaplecza skrzynki z towarami. Iwan wpadł wtedy na pomysł, aby odwrócić uwagę złodziei. Wziął jedno pudełko z jedzeniem które kupił i rzucił nim, za plecami zbirów, w okno po drugiej stronie sklepu. Wszyscy odwrócili się. W tamtą stronę, pozostali dwaj napastnicy podeszli szybkim krokiem do okna, aby zobaczyć, czy nie był to ktoś z zewnątrz i czy nikt z zewnątrz się tym nie zainteresował. W tym momencie Iwan szybko ruszył w kierunku drzwi. Z rozpędu wbił się w nie, pokonując blokadę. Był już na wewnątrz, lecz złodzieje usłyszeli trzask drzwi i ruszyli w pościg za nim. Zaczął on biec najszybciej jak umiał, aby go nie dogonili. Biegł  do najbliższego komisariatu milicji, oddalonego o około 800 metrów od sklepu. Po przebiegnięciu parudziesięciu metrów szybkim biegiem zaczął się męczyć. Obejrzał się więc szybko i zobaczył, że nikt go już nie goni. W dodatku zauważył, iż pod sklepem stoi niewielka ciężarówka, na którą najemnicy wrzucają w pośpiechu sklepowe skrzynki. Po chwili Iwan wpadł cały spocony i zmęczony do komisariatu. Podbiegł do niego od razu zaniepokojony milicjant. Iwan szybko wyjaśnił mu wszystko co się dzieje, na co mundurowy pobiegł szybkim krokiem w głąb biur komisariatu. Po chwili 15 milicjantów wyłoniło się zza rogu. Byli oni ubrani w ciemne lekkie pancerze, a w rękach trzymali niewielkie karabiny półautomatyczne. Zaczęli oni biec w kierunku tylnego wyjścia na parking. W tym samym momencie szybkim krokiem podszedł do Iwana pewien starszy mężczyzna w stroju milicjanta, lecz nie był to strój zwykłego milicjanta, lecz komendant całego tego komisariatu.

   - Witam Towarzyszu, będzie nam Towarzysz potrzebny - zaczął komendant.

   - Ależ oczywiście, w czym mogę pomóc - odparł lekko wzdychając ze zmęczenia Iwan.

   - W wypadku, gdybyśmy nie spotkali ich tam, będzie Towarzysz musiał pomóc nam ich rozpoznać. Musimy się spieszyć, w wypadku gdyby chcieli uciec z miasta - zakończył komendant ruszając w kierunku wyjścia.

   - Oczywiście - powtórzył Iwan

Ruszył on za komendantem na parking. Po opuszczeniu budynku zobaczył on na parkingu 5 radiowozów stojących przy wyjeździe. Były to trzy NAZy pierwszej wersji jako radiowozy oraz 2 stare postkucelgradzkie pojazdy. Szedł on za komendantem milicji do drugiego z rzędu radiowozu. Po paru chwilach kolumna ruszyła, z piskiem opon. Pojazdy mknęły przez ulicę miasta, a po chwili były już pod sklepem. Nie było tam już ciężarówki. Paru milicjantów wbiegło do środka, lecz po chwili połowa z nich wróciła do radiowozów, nie znalazłszy złodziei. Radiowozy rozjechały się po mieście poszukując ciężarówki. Pod sklepem został jedynie radiowóz z Iwanem.

   - Czy pamiętacie Towarzyszu, jaka to była ciężarówka? - zapytał się komendant.

   - Tak tak oczywiście, była to stara czarna ciężarówka na podwoziu postkucelgradzkiego Frodora - odparł.

   - Dziękuję, ma Towarzysz jeszcze siły i chęć, by pomóc nam poszukiwać tych złodziei? - zapytał się ponownie komendant, powiadamiając pozostałych o informacjach na temat ciężarówki.

   - Jak najbardziej, Towarzyszu. Jestem zawsze chętny nieść pomoc naszej ojczyźnie - odparł z dumą Iwan.

Weszli do sklepu, a komendant zaczął się rozglądać. Po chwili przyjechała karetka, aby zbadać kasjera i Iwana. Kasjera przewieziono do szpitala na szczegółowe badania, a Iwanowi przyłożono okład na głowę. Iwan opowiadał w międzyczasie komendantowi o napastnikach i o wszystkim co działo się podczas napadu. Po pół godzinie zebrali się, a milicja skończyła zabezpieczać miejsce przestępstwa. Następnie wsiedli do radiowozu. Komendant zaczął dopytywać się Iwana odnośnie innych szczegółów na temat ciężarówki. Musieli oni znaleźć przestępców, aby nie mogli siać więcej ziarna niepokoju w naszym państwie. Są zagrożeniem dla wszystkich ludzi. Uważają się oni najwyraźniej za ważniejszych, przez co gotowi są okradać niewinnych obywateli na rzecz siebie i swoich kontrrewolucyjnych, antyludowych i antypaństwowych działań oraz innych zbrodni, które mogą jeszcze za sobą nieść. Po chwili wszyscy milicjanci byli już gotowi. Mieli wystarczające informacje, by znaleźć przestępców, więc ruszyli. Zamierzali jechać na autostradę, lecz w trakcie jazdy przez ulice do autostrady, wyprzedziło ich bardzo szybko sześć czarnych samochodów, których Iwan jeszcze nigdy nie widział. Po chwili byli na wjeździe na autostradę, a czarne auta, które ich wyprzedziły, zniknęły już dawno za horyzontem drogi. Iwan wraz z milicją jechali dalej w dal autostrady, w tym samym kierunku co czarne auta, wzdłuż naszej jak na razie jedynej autostrady, której ostatecznym kierunkiem było miasto Sarmow.

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Rozdział V

Mknęli autostradą już dobre pół godziny. Czarne samochody dawno zniknęły, a oni nie widzieli jeszcze nic nowego. Od Sarmowa dzieliły ich jeszcze około dwóch godzin jazdy. Mijali oni co jakiś czas poboczne drogi gruntowe prowadzące do pobliskich wsi, lecz wyglądały na nieużywane. W pewnym momencie zauważyli jeden zjazd, różniący się od pozostałych. Był on lekko żwirowy oraz posiadał lekkie koleiny, wyglądające na świeże. Były one głębokie, co wskazywało na ciężki pojazd przejeżdżający przez nie. Iwan krzyknął szybko do komendanta i kierowcy, wpadając na pomysł, że mogli tu zjechać. Skręciła więc tam część radiowozów, a reszta pojechała dalej, w celu dalszych poszukiwań. Radiowozy ciężko brnęły przez koleiny i mnogie kałuże. Pasażerowie podskakiwali na każdej dziurze, co nie pomagało w akcji. Jechali 15 minut po gruntowo-żwirowej drodze, a w końcu zauważyli w oddali, na pagórku, jakieś budynki. Powoli do nich podjeżdżali i coraz wyraźniej widzieli, czym są te budynki. Były to trzy małe drewniane domki, jeden duży ceglano-drewniany budynek oraz jeden nietypowy budynek. Był to drewniany, z miedzianą kopułą kościół. Komendant na widok tych budynków zrobił się lekko czerwony ze złości. Osada ta musiała być albo świeża, albo nielegalnie ukrywana. Budynki wyglądały na nowe, lecz mogły być jedynie wyremontowane. Komendant wysłał jeden radiowóz, aby wezwał wsparcie. Tymczasem pozostałe podjechały pod osadę. Nie widzieli żadnego żywego ducha. Wyglądała na opuszczoną, lecz komendant nie był tego taki pewien. Zaparkowali lekko oddaleni, blokując drogę na wypadek czyjejś ucieczki. Siedmiu milicjantów, wliczając komendanta, ruszyło w kierunku osady. Iwan szedł za nimi. Czuł się dziwnie. Sądził, że nie powinien tu być. Odczuwał, że lekko go to przerasta i, że może to być dla niego niebezpieczne. Szedł jednak za nimi, wiedząc, że leży w jego obowiązku dowiedzieć się prawdy. Podeszli oni do najbliższego domku. Zajrzeli przez okno, lecz w środku nic specjalnego nie zobaczyli. Była tam zwykła kuchnia jak na wiejskie realia. Podeszli do drzwi, milicjant nacisnął klamkę, a drzwi otworzyły się. Wszyscy zdziwili się, że drzwi były otwarte. Dwóch milicjantów zostało przy drzwiach, a reszta wraz z Iwanem weszła do środka. Był to zwykły pokój, z przejściem do kuchni. Były tam jednak dziwne drzwi. Były to drzwi zewnętrzne, a prowadziły do innego pokoju. Drzwi były jednak zamknięte, więc jeden milicjant wyważył je. W pomieszczeniu nikogo nie było, lecz wszyscy zauważyli, że nie było to zwykle pomieszczenie. Nie miało ono okien, a na każdej szafce stały świece. Na środku pokoju stało pełno krzeseł ustawionych w okrąg. Wszystkie skierowane były do środka. Iwan wyszedł z komendantem z budynku, a milicjanci zabezpieczyli obiekt. Wszyscy podeszli do drugiego domku, lecz kiedy byli blisko zauważyli, że coś wystaje zza domu. Jeden milicjant podszedł do rogu i zobaczył tam ciężarówkę. Wszyscy szybko podbiegli do niej, a ze środka wyskoczyło nagle trzech mężczyzn ubranych w ciemne stroje.

- To oni! - krzyknął nagle Iwan.

W jednym momencie podskoczyło do nich 6 milicjantów, a komendant skierował w ich kierunku swoją broń. Bandyci chcieli uciekać, lecz milicjanci szybko ich okrążyli i aresztowali. Zamknęli ich w radiowozach, a komendant zdecydował, aby szybko przejrzeć pozostałe budynki. W drugiej chacie nie było nic dziwnego, w porównaniu do pierwszego domu. Była to najzwyklejszy domek, lecz milicja chciała później pewniej sprawdzić tę konstrukcję. Został jeszcze kościół, do którego zaczęli się kierować. Chwilę przed tym, jak mieli dojść do drzwi, nieznajoma osoba otworzyła drzwi i zaczęła uciekać. Jeden milicjant zaczął za nią biec, a komendant zmuszony był znów wyciągnąć broń. Krzyknął on, aby się zatrzymała, a gdy nie posłuchała się jego rozkazu, oddał ostrzegawczy strzał pod nogi uciekającego. Osoba ta w przerażeniu padła na ziemię. Milicja aresztowała ją, lecz przed tym wypytała, czy jest tu ktoś jeszcze. Według jej słów była tu tylko ona i trzy zamaskowane osoby z ciężarówki. Milicja wbiegła, wyważając drzwi, do kościoła. Ze środka wylatywać zaczęły opary kadzideł i dymu ze świec. Po chwili, gdy cały dym zaczął zanikać, ujrzeć się dało na samym końcu budynku wielki pozłacany ołtarz. Przed nim ustawione było kilka rzędów ławek, lecz nie było tam żywego ducha. Komendant po chwili podszedł do Iwana i zaczął rozmowę.

- Towarzyszu, dobrze, że zwróciliście uwagę na ten zjazd. Gdyby nie Towarzysz, to moglibyśmy ich nie znaleźć. Jak na razie sprawa jest zakończona. Może Towarzysz wracać do domu - powiedział do Iwana komendant.

- Z chęcią mógłbym wrócić do domu, aby odpocząć. Problemem jest dla mnie tylko niepewność do ostatniej z osób obrabiających sklep, której tu nie znaleźliśmy - odparł niepewnie Iwan.

- To nie wszyscy? - odparł zdziwiony komendant - A ten czwarty z kościoła to nie ten?

- Nie, nigdy go nie widziałem, a twarz tamtego ze sklepu pamiętam dobrze - odpowiedział zdziwiony Iwan.

- To sprawa jeszcze musi trwać. Musimy go schwytać i zneutralizować całą tę bandę - nerwowo dodał komendant - jeżeli Towarzysz jest jeszcze chętny, to możecie nam jeszcze pomoc.

- Zawsze, kiedy mogę zrobić coś dla kraju, jestem chętny - zakończył radośnie Iwan.

Komendant wskazał, aby poszli do radiowozów. Po wejściu do pojazdu, a komendant stwierdził, że może było więcej aut. Po chwili jeden z milicjantów zawołał komendanta, twierdząc, iż za kościołem są ślady po innym samochodzie. Komendant był pewien, iż ostatni poszukiwany pojechał do Sarmowa, zapewne by uciec z kraju przez morze. Nie mieli czasu do stracenia, wszyscy wrócili do aut i ruszyli w kierunku autostrady. Będąc już przy autostradzie, komendant z Iwanem zdziwili się, widząc te same czarne samochody co wcześniej. Tym razem jednak skręciły one w kierunku osady, z której wyjeżdżała milicja. Iwan nie zobaczył, kto prowadzi te auta, ani kto w nich siedzi, z powodu przyciemnionych szyb. Zaczynał czuć niepewność i lekki strach odnośnie tych samochodów. Zapytał się komendanta, co to za auta, lecz ten jedynie spojrzał na niego, nie mówiąc nic. Na autostradzie radiowozy rozdzieliły się. Dwa pojechały w kierunku Nowańska, odstawić tam aresztowanych, a reszta kierowała się do Sarmowa. Jedynego prawdopodobnego miejsca pobytu ostatniego z poszukiwanych.

Edited by Włodzimierz Molotin

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
Posted (edited)

Rozdział VI

Kolumna dojeżdżała już powoli do Sarmowa. Autostrada była mało używana, przez co niewiele zniszczona. Zza lasu wyłaniały się już budynki miasta, Sarmowa, który jest największym ośrodkiem morskiego handlu Czesnoradu. Po pewnym czasie wjechali do miasta. Było to średnio zabudowane miasteczko, stały tam świeże bloki, lecz jeszcze dużo drewnianych małych chatek. Komendant był pewien, że nie znajdą uciekiniera w samym mieście, gdyż przeszukanie go zajęłoby tylko parę godzin. Musieli oni go jednak znaleźć, jak nie w mieście to w całej okolicy. Zaczęli więc poszukiwania. Wchodzili do każdego budynku publicznego oraz pukali do każdych drzwi, pytając o konspiratora. Nikt jednak go nie widział, a oni nie znaleźli go w żadnym budynku po tej stronie rzeki. Został im do sprawdzenia tylko hotel i molo sarmowskie. Chęci zaczęły słabnąć, a nadzieja na znalezienie przestępcy maleć. Ostatnia nadzieja leżała tylko w hotelu. Podjechali więc do niego i zapytali w recepcji o poszukiwanego, lecz nie widziano go tam. Wszyscy byli całkowicie rozczarowani i zmęczeni poszukiwaniem. Komendant na koniec wysłał jednego milicjanta na molo z Iwanem. Szli oni powolnym krokiem w kierunku mola. Minęli hotel, a świeży morski wiatr, dmuchał w ich stronę zapach słonej morskiej wody. Wchodzili po drewnianych schodkach na molo. Milicjant podszedł do sprzedawcy biletów, zadać niezbędne pytania, a Iwan zaczął przechadzać się po parku rozrywki. Gdy minął karuzelę, ujrzał stojąca przy balustradzie znajomą postać. Widział ją w sklepie podczas napadu. Zanim uświadomił sobie co się właśnie dzieje, poszedł do niego milicjant, który zauważając sprawcę, szybko wyciągnął broń i krzyknął w kierunku podejrzanego. Mężczyzna w mundurze szybko się odwrócił, lecz nie reagował na żadne polecenie milicjanta. Milicjant zaczął powoli kierować się w kierunku złodzieja, lecz nagle pod molo przypłynęła czarna motorówka. Usłyszawszy głośne buczenie silnika, szybko przybiegli na molo milicjanci. Zanim milicjant podszedł do mężczyzny, ten jednym szybkim ruchem zeskoczył z molo. Iwan widząc to, w końcu otrzeźwiał. Nie pojmował on jednak, co się właśnie stało. Przerastało go to, lecz widząc, że złodziej próbuje umknąć, podbiegł szybko do barierki i skoczył za złodziejem. Milicjanci podbiegli do barierki i spostrzegli, jak Iwan leży obok ściganego, na motorówce. Łódź w jednej chwili ruszyła w kierunku otwartego morza. Iwan ocknął się lekko obolały. Spostrzegł leżącego obok siebie ściganego, który jeszcze nie zebrał się po upadku. Zobaczył jednak niskiego chudego mężczyznę kierującego motorówką. Nie zauważył on jeszcze Iwana, co Iwan zamierzał wykorzystać. W ciągu chwili obmyślał całą sytuację, w której się znajduje i zamierzał przejąć motorówkę. Podskoczył do kierowcy motorówki i jednym ruchem powalił na ziemię. Motorówka zaczęła skręcać, a Iwan nie umiejąc utrzymać równowagi, również padł na pokład. Obydwoje podnieśli się i zaczęli zadawać ciosy sobie nawzajem. Po wielu zadawanych ciosach obydwoje byli już zmęczeni. Żaden z nich nie wyglądał i nie był człowiekiem o dużej sile fizycznej, przez co nie umieli się zbytnio bić. Ich walka z dystansu wyglądała bardziej komicznie, niż emocjonująco, czy przerażająco. Iwan jednak był większych rozmiarów od przeciwnika i po chwili obezwładnił go, za pomocą leżącego obok koła ratunkowego i sznurów. Przeciwnik w przeciągu chwili został przez niego unieruchomiony, a sam Iwan wziął pozostałe sznury i obwiązał, jeszcze nieprzytomnego mężczyznę w mundurze. Motorówka stała na środku wody, parę kilometrów od brzegu, w tym Sarmowa. Iwan padł na pokład wycieńczony i zemdlał. Cały stres, a później jeszcze walka go przerosły. Jego organizm nie wytrzymałby ani chwili dłużej stania na nogach. Po parunastu minutach ocknął się, pochlapany przez morze. Wstał, rozejrzał się za lądem i lokalizacja motorówki na morzu. Podszedł on do steru, lecz nie umiał on sterować, a nie miał jak inaczej wrócić. Znał on tylko z różnych książek wstępne sterowanie łodzi, więc chwycił za wajchy i przesunął je do przodu. Łódź lekko ruszyła, a on zaczął obracać ster. Skręcił motorówką w kierunku lądu i powoli do niego płynął. Po paru minutach był niedaleko lądu. Przeraził się lekko, gdy zobaczył, że w jego kierunku płynął wielki, w porównaniu do motorówki, okręt wojskowy. Zza okrętu wyłoniła się mała łódź patrolowa, na której stał komendant z komisariatu milicji. Iwan podpłynął do łodzi, z której komendant wypatrzył już go. Wojskowi weszli na pokład motorówki i zabrali skrępowanych działaczy chaosu. Pomogli oni wejść Iwanowi na pokład łodzi, gdzie od razu podszedł do niego komendant.

- Co sobie Towarzysz myślał?! - wykrzyczał do Iwana - Podstawową zasadą pomagania jest zapewnienie na początek bezpieczeństwa dla siebie!

- Spokojnie Towarzyszu, przecież nic się nie stało - odpowiedział ze spokojem Iwan.

- Żartujecie sobie ze mnie - wykrzyczał jeszcze głośniej - mógłbym was nawet zgłosić, gdyby nie to...

- Tak? - zapytał z uśmiechem Iwan.

- No wiecie - zawahał się - No, w końcu wy ich złapaliście. Mimo ryzyka które na siebie ściągaliście, złapaliście ich.

- Robiłem to dla dobra naszego kraju - odparł.

- Spodziewam się, większość ludzi chciałoby zapomnieć o napastnikach, którzy ją pobili, lecz Towarzysz drążył ten temat do końca. Pomogliście dzisiaj nie tylko mi, ani milicji, lecz całemu państwu i wszystkim jego obywatelom. Serdecznie chciałbym wam podziękować i zaprosić Towarzysza do bliższej pomocy z naszym państwem - wygłosił do Iwana Komendant.

- Oczywiście Towarzyszu, jak już mówiłem, zawsze jestem gotów nieść pomoc naszemu państwu i jego obywatelom - odparł z dumą.

- Miło mi to słyszeć - powiedział zadowolony - Lepiej wracajmy już na ląd. Musimy zabrać Towarzysza do lekarza, a później wrócić do domu.

Łódź zadokowała w porcie, a z jej pokładu wysiedli żołnierze, a z nimi aresztowani, komendant, Iwan i pozostali milicjanci. Komendant zaprowadził Iwana do kliniki, gdzie opatrzył go lekarz. Nie był ciężko ranny, lekarz założył mu jedynie kilka opatrunków i podał leki przeciwbólowe. Było już po sprawie. Poszukiwani zostali schwytani, a zagrożenie zlikwidowane. Mogli już w spokoju wracać do domów w Nowańsku. Więźniowie mieli zostać przewiezieni do Nowańska na procesy. Był już wieczór. Wiał chłodny morski wiatr. Kolumna paru radiowozów i pojazdów wojskowych wyjechała na ulice Sarmowa i ruszyła w kierunku autostrady, którą dojadą prosto do Nowańska, by dokończyć całą sprawę.

Edited by Włodzimierz Molotin

spacer.png

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share