Jump to content

Femme Mystere

Muratica Citizen
  • Posts

    203
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Everything posted by Femme Mystere

  1. Przepraszam, że się upominam, ale chyba nie dostałam ostatniej wypłaty. Swoją drogą po epizodzie realiozy zgłaszam gotowość do dalszej pracy.
  2. Herr @Albert Fryderyk de Espada, może trochę nie na temat, ale... kiedy wystrzelimy pierwszą małpę?
  3. Dobrze, zatem coś zaproponuję. Co myślicie o poniższej treści:
  4. Życzę Muratyce owocnego 2023 roku! Miejmy przyjemność ze współtworzenia tego zakątka mikroświata. Wspieram mentalnie, Herr @Albert Fryderyk de Espada!
  5. Wesołych Świąt i mnóstwa prezentów dla wszystkich obywateli @Obywatel Muratyki@Obywatel Unii Nordackiejżyczy Freutreggër Lieselotte!
  6. Ja bym wolała rozbić te tematy, bo potem ciężko się przebić przez treść,gdy jest dużo tematów... Jeśli chodzi o sędziego, to nigdy nie czułam się kompetentna w takiej roli. Więc osobiście odpuszczam.
  7. Dziś w godzinach porannych mieszkańcy wsi północnych rejonów Rammsteinfreutu mogli obserwować niecodzienny widok. Co wydarzyło się w Rammsteinfreucie? - Obudził mnie dziwny dźwięk. Hałasy, metaliczne odgłosy. Od razu wyszedłem na podwórko, żeby spuścić psa. Wtedy zobaczyłem to… - relacjonuje Janusz Wąs. - Drogą jechał niekończący się konwój wojskowych ciężarówek i innych maszyn. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. – mówi z przejęciem. - Mieliśmy dużo szczęścia, że nas nie wysiedlono jak tych biedaków z okolic Siegerstadt. Moja ciotka Mariola została bez dachu nad głową! A mieszkała tylko 30 kilometrów stąd! – dodaje jego żona, Krystyna Wąs. W ciągu zaledwie kilku godzin porannych, wojsko rozstawiło mur kolczasty wokół wyznaczonej strefy wysiedlonych miejscowości. Możemy tylko domyślać się, co będzie się tam odbywało. - Działania wojska na tym terenie są ściśle tajne. Niestety nie możemy zdradzać przeznaczenia terenu. – wyjaśnia rzecznik prasowy Freutreggera Mieszko Pierwszy. – Powiadomimy państwa, jeśli tylko będziemy mogli wyjaśnić zaistniałą sytuację. Mieszkańcy Freutu już dzisiaj nazywają strefę wojskową „Strefą Mroku Rammsteinfreutu”.
  8. Karta do głosowania: Kamiljan de Harlin - [ X] Głos pusty - [ ]
  9. Nie wiem, czy da się to jeszcze zmienić @Bolesław Kirianóo von Hohenburg@August de la Sparasan
  10. Sorry, to było omyłkowe. Może nie powinnam mieć uprawnień.
  11. Ryby morskie i słodkowodne można było kupić na targu rybnym zorganizowanym podczas Rybnego święta w Rammsteinfreucie. Ile trzeba zapłacić za Kasparka pospolitego? A ile za inne ryby? Sprawdźcie ceny ryb! Jak co roku, na Targu Rybnym w Rammsteinfreucie odbywają się rybne święta, w czasie których zakupić można wszelkiej maści ryby. Dużą popularność w tym roku zyskały miecznik espadka i kirianki z puszki. Ale zanim zasiądziemy do stołu, by spałaszować rybki, trzeba będzie sięgnąć do portfeli. I to... dość głęboko. Niestety, jak się przekonaliśmy inflacja znacząco dotknęła ceny ryb. Za płaszczkę anastazji zapłacimy bagatela 5 J za kg! A Kasparek pospolity sprzedawał się za rekordowe 3,5 J za kg. - Ktoś upadł na głowę, żeby płacić 4J za kilo miecznika espadzkiego! – żali się Pani Krystyna, która rok rocznie odwiedza targ z okazji rybnego święta. - W tym roku kupiłam tylko jedną puszkę kirianek. Przy tak galopujących cenach, w przyszłym roku nie będzie mnie stać nawet na jedną. – mówi – To wszystko wina polityków. Wprowadzają jakieś światowe banki, a cierpią na tym zwykli obywatele Muratyki. W związku z wysokimi cenami lokalnych ryb, dużym zainteresowaniem cieszyły się ryby z eksportu. Zdrowe i czyste Pstrągi w sosie heinza oraz szczupaki rhynera sprzedały się w rekordowych ilościach. - Lubię ryby z Edelweiss. Są zdrowe i czyste. Pewne. Chciałbym, żeby było ich więcej. Bialenia stale zanieczyszcza nasze morze, więc i ryby mają wiele metali ciężkich. Czasem boję się, czy nie będę świecił w ciemności po ich zjedzeniu. - żali się Pan Zygmunt, emeryt z Manowców.
  12. Lieselotte nie odpowiedziała, ponieważ zaczęła zastanawiać się, czy to miejsce, ten czas i wszystkie te wydarzenia to nie jest kontynuacja snu? Gdy zasnęła, po rozmowie z Joachimem, nie był to normalny sen. Wprawdzie jej ciało zapadło w letarg, jej umysł dawał o sobie znać. Mogłaby przysiąc, że słyszy kogoś krzątającego się po pokoju. Jej kończyny leżały jednak bezwładne niczym kłody. A płuca nadymało powietrze, niczym balon, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Jedyne, co jej pozostawało, to czekać, aż to wszystko przeminie. W momencie, gdy kojący głos Joachima wybudził ją ze snu, miała ochotę wyściskać go za to. Nie wiedział nawet, przez co przechodziła tej nocy. Nim jednak zdążyła mu o tym powiedzieć, spojrzała za okno. Dopiero świtało. Mocno zaskoczona popatrzyła na partnera, lecz on nie chciał zwlekać ani chwili dłużej. Nawet w drodze nie był skory na wyjaśnianie czegokolwiek. Lieselotte pozostawało więc znów czekać. Na to, co miał przynieść los...? I tak oto, w tych przedziwnych okolicznościach, znalazła się na brzegu wyspy owianej mglistą aurą. Gdzieś w oddali słychać było skrzekot żab i szum szuwarów. Lieselotte stała w swoim modnym płaszczu, brodząc kozaczkami w błocie. Czuła, jak woda przesiąka jej przez podeszwy. - Joachim, kto to jest? – zanim Lieselotte zdecydowała się zrobić choć krok do przodu, odwróciła się do Joachima i rzuciła do niego przyciszonym głosem, zdradzającym wściekłość zmieszaną ze strachem. – Co się tutaj dzieje, do cholery? – zapytała, ledwie panując nad swoimi emocjami. Najpierw jakaś łódka, która zapewne rozpadnie się, zanim będą mogli dopłynąć nią z powrotem do brzegu, a teraz jakaś kobieta, która wydaje się czekać na nich o tej godzinie nad ranem. – To jest ukartowane?
  13. Joachimowi wcale nie udało się rozbawić Lieselotte. Tak, jak się spodziewała, nie wziął poważnie tego, co miała mu do powiedzenia. Gdyby było inaczej, pewnie uznałaby, że upadł na głowę, ponieważ sama przed sobą czuła się głupio, że sen tak nią poruszył. Nie wierzyła w duchy ani nic mistycznego, choć Edelweiss niejednokrotnie udowadniało jej, że powinna. Ufała tylko w rozsądek, dlatego cała ta sytuacja wydawała jej się w tym momencie kuriozalna. - Masz rację, to było głupie z mojej strony. – podsumowała, choć to nie Joachim używał tych słów. Z uwagą wysłuchała wszystkich historii, jakie miały miejsce w Umelu. Nie raz zmrużyła oczy, gdy przedstawiał niepokojące sceny. Nie wiedziała, co ma mu powiedzieć. Nigdy wcześniej nie spotkała się z czymś takim. Dotychczasowe życie spędzała pod ochronnym kloszem arystokratycznej ułudy. I nawet nie przeszło jej przez myśl, by ingerować w sprawy „maluczkich”, którzy żyją tym prawdziwym życiem. - Muratyka to nie nasze piękne Edelweiss. – stwierdziła, a na samo brzmienie słowa Edelweiss poczuła pocieszające ciepło, rozchodzące się w jej duszy. – To wszystko brzmi niepokojąco, Joachim. Możemy żartować sobie, ale szczerze uważam, że publiczne egzekucje i znikanie dzieci to nie jest coś, co można zbagatelizować. Coś dzieje się za twoimi plecami, ktoś prześladuje tych biednych ludzi. – odezwała się ta opiekuńcza część jej osobowości. -Tak długo, jak nie dowiesz się, co za tym stoi, nie będziesz miał pełni władzy we Freucie. – podsumowała. - Skoro już tu jestem, mogę poświęcić jeden dzień, żeby pozwiedzać wyspę. – powiedziała. – Pociąg do Manowców wyjeżdża dopiero o szesnastej. Obróciła się na bok, podpierając głowę rękami. Miała w sobie pewien dysonans. Miała przecież tyle obowiązków w Edelweiss i Freucie. A mimo to porzuciła to po to, by tu przyjechać. - Nie. – odpowiedziała Joachimowi. „Z toba nie.”- dodała w myślach, zamykając oczy i pozwalając, by znów odpłynęła w krainę snów.
  14. Oh nie! Życzę rychłęgo powrotu. Bez Pana, @Waksman, zabawa nie jest taka sama.
  15. Na ułamek sekundy uśmiechnęła się ukontentowana, gdy nazwał ją królową. Uczucie satysfakcji było silne, choć natura jej charakteru zawsze pozostawiała gdzieś z tyłu głowy podejrzenie, że zrobił to z przekąsem i tylko by osiągnąć swój cel. Z drugiej strony przecież nie grałaby w tę grę z kimś, kto szczekałby ulegle, jeśli by mu kazała. Nie poddała się więc tym myślom, bo nie było dla niej nic przyjemniejszego niż robić to, z nim i w tej chwili. Nie odzywała się więcej, tylko czekała na to, co zamierzał dalej zrobić. Wiedział przecież, co ją zadowoli i do tego właśnie zmierzał. Nastawiła się na branie tego, co jej proponował, lecz nie wykazywała już więcej inicjatywy ze swojej strony, gdyż czuła się mimo wszystko trochę urażona. Nie umiała jednak wyjaśnić sama przed sobą, czemu traci dla niego głowę, a każdy ruch z jego strony sprawiał tyle przyjemności. Co i rusz czuła napływające na przemian falami, wypełniające ją ciepłe uczucia do niego, przepełniające zawstydzenie swoją postawą, po wyczekiwaną satysfakcję. To było takie nielogiczne, a jednocześnie takie prawdziwe. I niepowtarzalne. Gdy zakończyli tę zabawę, a Augentrost była ostatecznie zadowolona z obrotu spraw, położyła głowę na jego torsie i myślała. Nie była tak zimnokrwista jak niektóre kobiety. Podziwiała za to chociażby teściową swojej córki, Anastazję, która była zawsze stanowcza i pewna siebie. Lieselotte nigdy nie miała w sobie spokoju ducha i poczucia stabilności. Całe jej życie przypominało balansowanie na granicy swoich własnych ograniczeń. Gdyby była wystarczająco silna, mogłaby w tej chwili okazać chłód i dystans, by uchronić się przed tym, co było najwidoczniej nieuchronne. Tymczasem ona, choć może powinna okazać swoją niezależność, potrzebowała wziąć od niego trochę ciepła po tym wszystkim. - Joachim. – zaczęła niepewnie, ostrożnie dobierając słowa. – Nazwiesz mnie głupią… - powiedziała, bo w gruncie rzeczy sama tak o sobie myślała. – Muszę ci to powiedzieć. – ciągnęła, aż w końcu obróciła się na plecy i popatrzyła w sufit. – Przyjechałam tutaj, ponieważ… Lieselotte zamknęła oczy. Skupiła myśli na wspomnieniach. Zadrżała, przywołując do swojego umysłu to, co wolałaby wyprzeć. - Miałam sen… - mówiła, jak w letargu. – To były jakieś sceny, nie pamiętam dokładnie. Szłam przed siebie we mgle. Do moich uszu dochodziły niepokojące odgłosy. Krzyki. – zatrzymała się w tym miejscu, wciąż zaciskając powieki. – Nie wiedziałam, co się dzieje. Niczego nie mogłam dojrzeć. Wtedy usłyszałam twój głos. Powiedziałeś tylko: „Lieselotte”. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Odwróciłam się i wtedy… Zwęglona postać - Postać. Zwęglona. Ulotna. Straszna. – nakryła się mocniej kołdrą. Otworzyła oczy i ze szczerym strachem malującym się na twarzy dodała. – Powiesz, że to tylko koszmar. Ale nie wiesz, co on do mnie powiedział. Powiedział: „Joachim, przyjacielu, idę po ciebie.”
  16. @Joachim Cargalhopołożył Lieselotte na swoim skrzypiącym łóżku. Choć otoczenie nie zachwycało, nikt na to teraz nie zwracał uwagi. Zaczął rozpinać guziki jej bluzki z szyderczym uśmiechem. Widząc jej minę, mógł domyślać się, co teraz działo się w jej głowie. Zapewne zaprotestowałaby, gdyby nie fakt, że wcześniej rozochocił ją do tego stopnia, że nie zamierzała się cofać. Dlatego właśnie z również szyderczym uśmiechem czekała na to, co zamierza jej zaoferować, zmieniając podejście na lekko roszczeniowe. Nie przeszkadzała Joachimowi, ale też, obrażona, nie przejmowała inicjatywy. „Co za złośliwy typ… Trzeba było słuchać tego, co ludzie o nim gadali. ” – myślała, gdy pod koszulą ukazał się koronkowy staniczek. – „Gra na twoich uczuciach, Augentrost, a ty dajesz się wodzić za nos. Nie możesz być taka uległa. Nie daj się więcej tak sprowokować." – komentowała, wzdychając rozgorączkowana piętrzącymi się pragnieniami i urażoną dumą. – „Zaraz mu pokażę, gdzie jego miejsce.” - Całuj tutaj. – pokazała palcem na mostek pomiędzy wznoszącymi się góreczkami. Jej policzki płonęły rumieńcami, a mimo to na ustach ukazywała się jej wielkopańska mina.
  17. A to autostrada, S to droga szybkiego ruchu. Kolory tylko dla nadania szlaku. Szanowni Państwo, Ponieważ chciałabym stworzyć umowę na dostawę zboża z Alawancji, potrzebuję stworzyć instytucję Państwową pod nazwą Muratycka Agencja Rozwoju Rolnictwa, która nadzorowałaby wszystkie inicjatywy rolne w Muratyce. Czy mam Panów zgodę?
  18. Lieselotte stała przed nim, z odkrytymi ramionami, pokrytymi gęsią skórką. Rumieńcami na policzkach. Z sercem bijącym jak dzwon. Patrzyła na niego, uśmiechał się do niej. I choć nie było w tym uśmiechu ani odrobiny sarkazmu, zaczęło ogarniać ją zwątpienie i niemałe zawstydzenie. Cofnęła dłoń. - Coś nie tak? – zapytała, cofając dłoń - Myślałam, że… - zaczęła, lecz nie dokończyła. Poprawiła bluzkę na jednym ramieniu. - … a … nieważne. Ja… tylko… - ciągnęła. – Wiesz, to trochę nie fair.
  19. @Joachim Cargalho uciął rozmowę jednym zdaniem, najwidoczniej nie mając teraz ochoty na wymiany zdań. Lieselotte miałaby mu coś więcej do powiedzenia, lecz wyjątkowo i chyba podświadomie poszła za jego radą, nie wyrażając już więcej na głos tego, co chodziło jej po głowie. „On jest taki okrutny.” – myślała, odczuwając ogarniającą ją niemoc. Nie miała w sobie ani woli ani siły, by walczyć z błyskawicami, które przeszywały jej ciało raz za razem, gdy jego ręce wodziły po jej szyi i ramionach. Był cierpliwy i powoli brnął dalej, realizując swoje fantazje. Bardziej cierpliwy niż Lieselotte, która nie mogąc znieść dłużej słodkich katuszy, sama zaczęła rozpinać mu koszulę. „Skoro tylko tego chcesz…” – dodała do siebie w myślach, a gdy ujrzała nagą skórę na jego torsie, powiodła palcem od okolic mostka w dół do paska, spoglądając w ślad za nim.. Dłoń pozostawiła na sprzączce paska, a potem podniosła wzrok do góry. Spojrzała mu w oczy, a na jej ustach pojawił się frywolny uśmiech.
  20. Jednak nie miał dla niej litości. Nie wahał się ani chwili dłużej. Sięgał po to, na co miał ochotę w tej chwili i nie pytał jej o zdanie. Najwidoczniej nie obawiał się, że Augentrost się cofnie. Być może dlatego, że wyczuł pod swoją dłonią gęsią skórkę na jej karku? Odczuł na swoim torsie mimowolne drżenie, gdy ją obejmował? U niej, tej Lieselotte, która przecież każdemu innemu mężczyźnie wskazywała, gdzie jest jego miejsce w szeregu i na co mógł sobie pozwolić. Z Joachimem było inaczej. Strach był mu obcy, gardził hierarchią, naginał zasady i czerpał z tego przyjemność. Gdy ich usta złączyły się, ostatnie myśli rozsądku Lieselotte odpłynęły w nicość. Pragnęła tylko, by nie przestawał. Zawsze w takich chwilach miała do siebie później pretensje, że dała się ponieść i pozwoliła mu z taką łatwością wytrącić sobie stery z rąk. Z nią nigdy nie było to tylko czerpanie z energii niesionej przez chwilę. Taka była, świadomie i podświadomie toczyła wciąż walkę o to, kto dzierży berło i być może to właśnie to podobało się @Joachim Cargalhonajbardziej? Kiedy zatrzymał się, by coś powiedzieć, nawet nie dotarło do niej, co miał jej do przekazania. Nie potrafiłaby wyjaśnić, skąd to całe pożądanie, które odbierało jej rozum. Dotychczas trzymał choć odrobinę dystansu, dając jej pole do ucieczki. Teraz zdejmował z niej płaszcz, trzymając w uścisku, by nawet nie przeszło jej przez myśl, by to w tym momencie powstrzymać. - Pewnie myślisz… że właśnie po to tu przyjechałam… - wyraziła dywagacje, jakie toczyły się w jej głowie, gdy doszedł do głosu przebłysk jej osobowości. Wodziła w tej chwili rękami po jego karku – Ale to nie tak… - dodała, kierując wzrok w dół, po czym znów z czułością przyłożyła swoje czerwone wargi do jego ust, skłądajac mu drobne pocałunki. – To ty to zacząłeś. - dodała po chwili.
  21. To właśnie ta oschłość i dystans, sztywnienie na jej widok i głos zdradzający cień niechęci wytrącały Lieselotte z pewności siebie. Był jednym z nielicznych mężczyzn, których nie była w stanie rozgryźć, gdy wypowiadane przez niego słowa przeczyły gestom i mimice. „Co Ty tutaj robisz?” – spytał, a mimo to objął ją ramieniem. „Taki właśnie jesteś.” – pomyślała, pozwalając poprowadzić się niepewną do środka.- „Chciałbyś mi powiedzieć, że powinnam wracać do siebie, ale dobre wychowanie i troska o każde żywe stworzenie, które moknie na twoich oczach w strugach burzowego deszczu, nie pozwala ci powiedzieć tego wprost?” Weszła do jego gabinetu i stanęła na środku. Był surowy i szary, jak cały Umel… W środku wcale nie poczuła się bezpieczniejsza niż na ulicy, wśród ciekawskich spojrzeń oczu łypiących zza żaluzji otaczających ją bloków. „Mam Ci tyle do opowiedzenia...” – powiedział, a Lieselotte chciałaby powiedzieć to samo. Pragnęła wyrzucić z siebie to wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dniach, lecz gdy zaczęła zbierać myśli, nie była w stanie przedstawić mu tego w żaden racjonalny sposób… Wtedy nagle położył dłonie na jej twarzy, szepnął to, co pragnęła usłyszeć w tej chwili. Zimny dreszcz przeszył ją na wskroś. „Czemu on mi to robi?” – Ta myśl była ostatnią rozsądną, jaka przeszła jej przez głowę. Jej ręce bezwiednie spoczęły na jego torsie. - Joachim… - szepnęła, czując, jak gorąco uderza jej do głowy, a na policzkach pojawia się rozpalona czerwień. - … perfidnie wykorzystujesz moje słabości… - wyznała, licząc na to, że jednak będzie miał dla niej litość.