Jump to content

Joachim Cargalho

Freutreggër
  • Posts

    96
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Joachim Cargalho last won the day on December 11 2022

Joachim Cargalho had the most liked content!

About Joachim Cargalho

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

DANE UŻYTKOWNIKA

ID Paszportu

Data przyjazdu

Pełne dane

Podpis

Joachim Cargalho's Achievements

Enthusiast

Enthusiast (6/14)

  • Conversation Starter
  • Dedicated
  • Grzybny Dziad 2022 Rare
  • Reacting Well
  • Collaborator

Recent Badges

96

Reputation

  1. Powiem tak. Wygląda bardzo profesjonalnie! Mimo iż te zapisy mogłyby się znaleźć w niejednej istniejącej już agencji, proponowałbym małą zmianę punktu drugiego i rozwiniecie go do podpunktów: na Ze spraw marginalnych, oczywiście musi to być Ustawa Sejmu, nie uchwała.
  2. Joachim nie miał pojęcia kim jest ta osoba i skąd wiedziała o ich przybyciu. Był zdezorientowany całą sytuacją, ale postanowił poddać się biegowi wydarzeń i podążać za przedziwną kobietą, która wyszła im na spotkanie. Lieselotte wyrażała swoje wątpliwości, które przemieniała w agresywny ton wypowiadanych pytań. Spojrzał na nią, chcąc wzbudzić w niej więcej zaufania do tego, co się dzieje, ale był pewien, ze jego twarz wyraża równie dużo niedopowiedzeń, co przeczyło słowom, które jej powiedział. - Spokojnie, tutaj wszyscy tacy są. Nic nam nie grozi. - i chwycił ją za dłoń w geście wsparcia, choć być może tylko nie chciał go ofiarować, ale sam go też poszukiwał. Szli przez dłuższą chwilę pośród gęstych zarośli, które niekiedy strzelały im prosto w twarz, gdy ich przedziwny przewodnik bez opamiętania pozostawiał je za sobą. Droga, którą przebyli nie była wydeptaną ścieżką, a właściwie zdawać by się mogło, że nikt wcześniej się nią tutaj nie poruszał. Mimo wszystko, próbował szukać znaków szczególnych, które pomogłyby im w ewentualnym powrocie nad wybrzeże. Aura jednak nie pomagała w penetrowaniu okolicy, a wzbudzała coraz to większy niepokój. - Sny to przedziwne wydarzenia, które budują nam most do innego świata. Czym jednak jest ten świat? Czym jest nasz świat? I jak odróżnić jeden od drugiego? - kobieta zaczęła zadawać pytania, na które zdecydowanie nie oczekiwała odpowiedzi. Wyszli w końcu na niewielką polanę lub raczej miejsce gdzie drzewa nie rosły tak gęsto, a przed nimi ukazały się schody prowadzące na dziedziniec - zdawać by się mogło - ruin jakiegoś zamku. Kobieta kontynuowała swój wywód: - Sny... przedziwne... - odwróciła się ku Joachimowi i Lieselotte. - Traktujemy je jako abstrakcję, a jednak nieraz kierują naszymi działaniami, prawda? - zadała kolejne retoryczne pytanie, kierując wzrok wprost na Panią Augentrost. Weszli po schodach by zatrzymać się w portalu. Czarny kruk usiadł na jego obramowaniu i zerkał na całą trójkę, przy czym zaczął przeraźliwie krakać. Kobieta spojrzała na niego, jakby wsłuchując się w jego odgłosy, a później znów powiodła na nich i zapytała. - Wierzycie w swoje sny? - tym razem akcentując swoje oczekiwania co do odpowiedzi. Joachim zerknął na nią spokojnym wyrazem twarzy. Nie był pewien skąd ten spokój nagle w nim zapanował. - Wolę wierzyć w to, co widzę niż zdawać się na wytwór wyobraźni. Poza tym... niewiele sypiam - odpowiedział. - Nie widzę w tobie potencjału. Czy może być coś bardziej żałosnego? - skomentowała, wyrażając swoją pogardę. - Co innego dostrzegam w twojej partnerce. Chyba nas coś łączy... - łypnęła na nią swoim spojrzeniem, oczekując jej reakcji.
  3. Pierwszy konkurs z cyklu Mistrzostw Kotliny już zakończony. Kolejny już za dwa tygodnie! Tymczasem nadal trwają edelweisskie Zabawy Grudniowe, w których rozdajemy łatwe klubecki.
  4. Nie chciał, by oceniła swoje lęki jako głupotę, choć rzeczywiście nie umiał tego wziąć na serio. Miał więc nadzieję, że i ona szybko o tym zapomni. Gdy zgodziła się na towarzyszenie mu w podróży, poczuł dużą ulgę. W takich sytuacjach, traktował ją jako wartościowego partnera, którego zdanie i wiedza przydają się w kryzysowych momentach. Choć zawsze z wielkim uśmiechem przypomina sobie przygody, podczas których wykazywała się zabawną niefrasobliwością. Położyła się na bok i szybko zasnęła. Chciałby tego samego, jednak jego głowę zaprzątały myśli dotyczące wyprawy. Nie był w ogóle do niej przygotowany. Zerkał na zegarek, który wskazywał 1 w nocy. Wymyślał w głowie najróżniejsze scenariusze kolejnego dnia, nie wiedząc czego tak naprawdę ma się spodziewać, aż w końcu na chwilę odpłynął... Podświadoma presja nie pozwalała mu na pełną regenerację, a gdy otworzył z powrotem oczy, zegarek wskazywał 3.40. * * * - Jak my się tam dostaniemy? - nagle zdał sobie sprawę, że mają przecież przedostać się na wyspę. Zerknął w kierunku Lieselotte, która twardo spała. Cicho osunął się z łóżka, ubrał niestarannie i udał się do gabinetu, gdzie rozłożył mapę. Później jeszcze zerknął na biblioteczkę, w której szukał jakiś podpowiedzi. Mijały kolejne minuty, a on ciągle nie widział możliwości, aż w końcu znalazł coś, co było jego jedyną nadzieją. * * * Wchodząc z powrotem do sypialni, nieopacznie naruszył jej dobry sen. - Czas wstawać, przed nami daleka droga - powiedział cicho. * * * Wsiedli do samochodu i ruszyli na wybrzeże, gdzie powinna czekać na nich łódź... W KOŃCU TAM DOTARLI
  5. Wszędobylska mgła, która od wielu dni utrzymywała się nad Umelem nie dawała za wygraną. Wody otaczające wyspy dogrzewane były ciepłymi południowymi prądami, zaś powietrze ciągle dziwnie się ochładzało. Z tego też powodu tafla wody wyciągała ku górze parujące macki swoich cząsteczek, które ciągle będąc zbyt ciężkie nie potrafiły ulotnić się, a nadal wyłącznie zagęszczały powietrze, które stawało się przez to coraz bardziej wilgotne. - Nie udało mi się znaleźć innego transportu, musimy się tam jakoś dostać tym... - powiedział do @Femme Mystere, gdy w końcu dotarli do pomostu przy którym stała mała drewniana łódka nie wzbudzająca zaufania. Wody były spokojne, a ich ruch wręcz niezauważalny. Wiatr, który mógłby rozgonić mgłę, jakby zupełnie zapomniał o tym miejscu na świecie. Widział pewne przerażenie w oczach Lieselotte, choć i on sam nie był pewny tego wyboru. Nieodparta jednak potrzeba dotarcia na wyspę była dużo silniejsza, niż strach przed niepowodzeniem pośrodku bezkresu wód, który tworzył swoją iluzję poprzez otaczającą ich chmurę. - Musimy płynąć na wprost. Nic więcej .- powiedział i pewnym gestem podał jej dłoń, jakby nie widział już odwrotu. Ona usiadła z przodu, a on za nią, chwytając w dłoń jedyne wiosło i odbili od mostu wprost w parującą wodę, która maksymalnie ograniczała widoczność. Zanurzał pióro raz z prawej, raz z lewej strony, próbując sondować w jakim są położeniu. Wokół nie było słychać nic, oprócz pluskającej wody, która ociekała z drewnianego narzędzia, które dzierżył w dłoni. Raz z prawej, raz z lewej - wszystko po to by nie zboczyć z kursu, który obrali na początku. Przesłał pracować na chwilę, dając łodzi dryfować w pchniętym przez niego kierunku. Oparł dłoń na ramieniu Lieselotte, chcąc dodać jej pewności. - To powinno gdzieś tutaj być - stwierdził z lekkim zawahaniem, aż w końcu wiązka światła przebiła się przez chmurę i dotarła do nich, dając znak, że są już u celu. Odetchnął z ulgą i czym prędzej skorygował dziób łodzi. W końcu dotarli, a u brzegu wyspy stał równie zrujnowany pomost, jaki pozostawili za sobą po drugiej stronie wody. Światło, które widzieli wcześniej, teraz było dla nich nieosiągalne, zaś poza pomostem, nie było nic innego jak połacie gęstych zarośli. - Skąd dochodził ten blask? - zapytał, próbując znaleźć jego źródło. Nagle, wśród krzewów nastało małe poruszenie, które przyprawiło mu dreszcze na całym ciele. Choć z reguły twardo stąpał po ziemi, teraz zdecydowanie odczuwał aurę miejsca, które zdecydowali się odwiedzić. Starał się jednak pozostawać niewzruszony, a przynajmniej taką postawę odgrywać. - Ooo, goście. Nie spodziewałam się... - światło na rozbłysło, choć tym razem dużo bardziej stłumione. Zza niego wyłoniła się twarz kobiety, która odziana w czarną pelerynę, podeszła do nich blisko. - Jak minęła Wam podróż? - zapytała nieco przekornie, pewnie nie będąc do końca zadowolonym, że tutaj dotarli. Joachim cumował jeszcze łódź, gdy ona stała już na pomoście w oczekiwaniu na nich. - Zaprowadzę Was do naszego przybytku, jeszcze byście się tutaj zgubili - powiedziała, przepuszczając ich obok siebie. Gdy Lieselotte przechodziła obok niej, ta chwyciła ją za ramię i rzekła niemal szeptem - Chyba nie spałaś za dobrze... Czyżbyś miała jakiś koszmar? - a później bez słowa wyminęła ich z powrotem i prowadziła w głąb lasu.
  6. Leżeli chwilę w ciszy, ciesząc się wyłącznie swoją obecnością. Opierała głowę o jego tors, a on bawił się kosmykiem jej włosów. Czuł, ze oddycha głęboko, a myśli zaprzątają jej głowę. Nie miał jednak pojęcia, co to może oznaczać, co siedzi w jej głowie. W odważyła się zacząć, a on słuchał jej w skupieniu. Zerknęła na sufit, unikając kontaktu wzrokowego. Pozostało mu wyłącznie wsłuchiwanie się w wypowiadane przez nią słowa, które nabierały powagi. Nie chciał jej przerywać, aż nie skończy swojej historii. Wyczuwał stres, który towarzyszył jej przy opowiadaniu o snach, jednak nie traktował tego zbyt poważnie. Objął ją troskliwie, dając jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie doszukiwał się jakiegokolwiek znaczenia w tym, co zobaczyła we śnie. Sam rzadko ich doświadczał i choć mówi się, że śnimy każdej nocy, on nie potrafił spamiętać choćby sekundy z jakiejkolwiek mary nocnej. - Przyjechałaś tu, bo się bałaś o mnie? - zapytał, będąc z tego powodu bardzo szczęśliwy. - Mgły utrzymują się tutaj tygodniami, jednak żaden duch raczej się nie pojawił - skomentował to, a później podniósł się na łokciach i spojrzał na nią - a jeśli się pojawi, i jest ulotny... zamkniemy go jak dżina w lampie. Niech spełnia później nasze życzenia - stwierdził lekko, chcąc rozładować napięcie. Później opadł z powrotem na plecy i również spojrzał w górę przed siebie. - Wiesz... Tu naprawdę dzieją się dziwne rzeczy. Ludzie są dziwni, przestraszeni. Znikają dzieci - wyliczał - jednak na pewno nie jest to wina jakiegoś ducha - spuentował. Później opowiedział jej o ostatnich wydarzeniach, które miały miejsce. O egzekucji, którą przerwał; o kobietach, które miały skończyć w więzieniu, a zniknęły; o dziewczynie, która rządziła watahą psów; no i facecie, który zasugerował mu wybrać się na wyspę. - Ta wyspa kryje jakąś tajemnicę, lecz nikt dotąd nie powiedział mi co się tam znajduje. Chcę się tam udać, ale... to może być trochę trudne... Chcesz mi towarzyszyć? - zakończył historię, a później jeszcze raz zwrócił się do niej - mimo wszystko, nic nam tutaj nie grozi - uspokoił ją i podarował buziaka w czoło, dodając - jesteś cudowna - uśmiechnął się na myśl, że przybyła tutaj wyłącznie przez zły sen, w którym groziło mu niebezpieczeństwo. Był już środek nocy, gdy tak rozmawiali. I choć powinni spać, ciągle leżeli z szeroko otwartymi oczami. Myślał o jej historii i zapytał - Chyba nie boisz się teraz śnić, co? - zupełnie nie zdając sobie sprawy, ze sam to pytanie niedawno usłyszał.
  7. Emocjonalny rollercoaster i gra jaką wobec siebie uprawiali były czymś, co zdecydowanie nadawało charakteru ich relacji. Kiedy na jej twarzy zobaczył odbicie swojego uśmiechu, od razu wiedział, że sprawy nabiorą nowego obrotu. Umiała balansować pomiędzy uczuciami i sprawnie rewanżowała się za jego zachowanie. Nakręcana w ten sposób spirala budowała pewną wieź, w którą - miał wrażenie - oboje mocno się zaplątali. Jej twarz, choć przyprawiona buchającym od wewnątrz ciepłem, wyrażała powagę postawy, jaką chciała przybrać. On, widząc to, usunął uśmiech ze swoich ust, choć wewnątrz odczuwał pełną satysfakcję, z którą zgodził się na jej grę. - Królowo... - rzekł, spoglądając na nią pewnie, gdy zamierzał spełnić jej żądanie. Skupił się na swoim zadaniu, tracąc ją z pola widzenia. W zamian, rozkoszował się chwilą, którą ona - według przybranej postawy - mu podarowała. Jej skóra nabierała ciepła, wchłaniając jego oddech, a on dokładnie wyczuwał rytm bijącego jej serca. Ręce prowadził po jej żebrach, utrzymując mocny uścisk, wyczuwając każde z nich. Składał kolejne pocałunki, kiedy dłoń skierował ku jej staniczkowi, swawolnie pozwalając sobie na zaczepianie jej, wodząc palcami pod jego materiałem. Uniósł lekko głowę spoglądając na nią, jakby dawał znać, że ma ochotę na lekką niesubordynację. Zaczął przesuwać się ustami w dół jej brzucha, chcąc spowodować koleje dreszcze przeszywające jej ciało.
  8. Zawahał się wtedy... ...jakby zastanawiał się, czy to na pewno dobra droga. W sumie sam nie wiedział, czy myślał teraz o sobie samemu, czy też jednak o niej. Właściwie nie do końca był w stanie ocenić to jego zawahanie, które było i dla niego sporym zaskoczeniem. Trzymał lekko drżącą rękę z boku jej twarzy, drgającymi palcami gładząc ją po szyi. Zerkał w jej twarz, choć wzrok pewnie zdradzał zakłopotanie. Był pewien, że i ona to odczuła, a ten fakt był dla niego najbardziej deprymujący. Uśmiech z reguły pomagał mu w takich sytuacjach, tym razem był pewien, że tylko jeszcze bardziej zdradza jego emocje. Nie chciał się dystansować, jednak ona tak to odczuła. Wiedział o tym, jednak nie było to jego zamiarem. Zachwiał nastrojem tej chwili, lecz nie chciał pozostawiać tego w tym miejscu. - Wiesz... po prostu myślę, że to nie jest właściwe miejsce... - to zdanie oddało mu trochę stanowczości, gdy pewnie wziął ją na ręce. Zdarzało mu się już trzymać ją w ramionach, a była to zawsze chwila, podczas której czuł się wspaniale. Może chciał jej tym udowodnić, że może ona na niego liczyć, że jest w stanie być siłą dla niej. Może wtedy właśnie czuł, że ma ją tylko dla siebie. Przeszedł tak z nią całkiem długim korytarzem, po którym niósł się syk rozgrzanych żarówek. Patrzył na nią wzrokiem pełnym zafascynowania, choć w głębi jej oczach było widać mnóśtwo pytań, które pewnie sobie teraz zadawała, a i on sam nie byłby w stanie na nie odpowiedzieć. Weszli do pokoju, który był jego sypialnią. Pomieszczenie surowe, choć spełniało swoją funkcję. Położył ją na łóżku i pochylił się tam nad nią, mówiąc - ...ale to jest na pewno właściwy czas. Rozpiął kolejne guziki jej koszuli, a kącik jego ust drgnął w -wydawać by się mogło - szyderczym uśmiechu, który tak na prawdę był spowodowany ekscytacją i zniecierpliwieniem z dalszego przebiegu wydarzeń.
  9. Dotąd, ich spotkanie przebiegało niczym w zwolnionym tempie, jednak kolejne gesty znacząco przyspieszały obrót spraw. Tłumaczenia stały się zupełnie zbędne. Patrzył na nią oczami pełnymi żaru, który rozbuchany był przez coraz mocniej bijące serce. - A więc to ja zacząłem... - pomyślał sobie, gdy przekornie, z frywolnym uśmiechem, przeszywała go swoim spojrzeniem. Spojrzał się pewnie prosto w jej oczy i utrzymując wzrok odsłonił materiał z drugiego jej ramienia. * * * Czasami miał wrażenie, że są jak ogień i woda. Czasami zastanawiał się czy jest dla niego fortuną rozdającą szczęście, czy też przekleństwem wymuszającym ciągłą walkę z przeciwnościami. Niejednokrotnie rozpalała jego serce, by chwilę później hartować je chłodnym spojrzeniem. Chciał, by była u jego boku i jednocześnie pozostawiał jej przestrzeń, będąc w samotności. Teraz stali się jednym, by za chwilę znów być dwojgiem. - Jesteś wszystkim, wiesz? - powiedział bez zawahania, gdy już na spokojnie spojrzał ponownie w jej oczy. Ich życia tak bardzo kontrastowały, a przy tym tak często przeplatały się ich ścieżki. Dodawała mu skrzydeł i sprawiała, że latał. Chciał, by o tym wiedziała. * * * Gdy ją wtedy zobaczył, pod budynkiem jego biura, radość jaka go ogarnęła, nie tylko spowodowana była szczerą chęcią bycia z nią, ale również z przeświadczenia, że rzeczywiście jej potrzebuje. Wpatrywał się przed siebie, gdy zbierał myśli jak jej to wszystko opowiedzieć. Odwrócił głowę w jej kierunku i tylko się uśmiechnął...
  10. Nie czuł potrzeby tłumaczenia tej sytuacji, rozważania swoich zachowań, czy pewnego analizowania ich przyczyny. Wszystkie emocje dokładnie odbijały się w jego zachowaniu, a on uznawał to za zupełnie naturalne. Cieszył się jej obecnością - zerkał na nią, jakby odzyskał dawno zagubiony skarb. Dotykał jej skóry i włosów, jakby chciał się upewniać, że nie jest ona wytworem jego wyobraźni. Poddał się temu nagłemu, pełnego zaangażowania, wybuchowi zafascynowania jej osobą. Wyczuwał zawahania w jej gestach, jednak nie chciał, by miała choć chwilę na to, żeby mogła uznać je za słuszne. Pewnie nie byłby tak zdecydowany, gdyby i on miał jakiekolwiek wątpliwości. Nie zamierzał już pozostawiać choćby minimalnego miejsca na wyjście z transu, jaki ich owładnął. Ona, jakby próbowała się usprawiedliwiać, czy też zdjąć z siebie odpowiedzialność za te wydarzenia. Wsłuchiwał się w jej słowa i też odchyliwszy się lekko, przyłożył palec do jej ust, dając znak, że nie ma już nic mówić... - Myślę, że chcę tylko Ciebie... - zamknął ten temat, przygarniając ją jeszcze mocniej do siebie. To zdanie nie było przypadkiem, a szczerym wyznaniem, które wydobywało się z jego serca. @Femme Mystere stała się nieodłącznym elementem jego życia. Często kroczyli własnymi ścieżkami, a głowy ich zaprzątane były wieloma innymi sprawami. W jego myślach jednak zawsze pozostawał skrawek świadomości, który był zarezerwowany wyłącznie dla niej. A gdy się ona pojawiała, nie rzadko przejmował on kontrolę nad jego poczynaniami. Nie miało dla niego znaczenia kto zainicjował bieżące wydarzenia, jednak jej słowa, dały mu poczucie przyzwolenia. Chciał, by poczuła się pewnie i nie widziała w tej sytuacji zagrożenia. Wiedział, że lubi ona mieć wszystko pod kontrolą i liczył na to, iż zrozumie, że można czasami świadomie pozostawić wszystko chwili; liczył, że właśnie teraz tak będzie. Świadomie więc zaczynał kolejne etapy emocjonalnej i fizycznej gry, w której uczestniczyli. Każdym swoim ruchem powodował, by była ona jak najbliżej niego; każdym swoim gestem chciał dawać jej poczucie jego pożądania. Zrzucony na ziemię płaszcz ukazał przed nim białą koszulę, które równie przemoknięta przylegała do jej ciała. Pozostając w uścisku, rozpiął kilka z guzików, a później gładząc ręką po jej szyi, przesuwał się w kierunku barku, odsłaniając go spod materiału. Schylił lekko kark i pokonał dokładnie tę samą drogę swoimi ustami. On już doskonale wiedział czego chce i dawał jej tego wyraźne znaki.
  11. Zainicjowany moment stawał się dłuższą chwilą, w której on zamierzał wyrazić potrzebę bliskości wobec niej. - Jakie słabości? - zapytał równie cicho, z lekkim sarkazmem, jakby zupełnie nie miało to dla niego większego znaczenia. Zamiast tego, spojrzał jej prosto w oczy, które zerkały na niego z błyskiem, jaki mógł dostrzec tylko u niej - uśmiechnął się lekko, a później namiętnie pocałował. Ich przemoknięte ubrania uciekały wodą, która wsiąkła w nie podczas pobytu na zewnątrz. Teraz wokół nich powstawał mokry cień na podłodze, który, niczym klepsydra, wyznaczał upływający czas. Oni zaś tkwili w tym momencie: On - szczerze zafascynowany jej przybyciem; Ona - będąca, w jego mniemaniu, właśnie w tym miejscu, w którym być zamierzała. Nie chciał się zatrzymywać. Dotąd był często powściągliwy w swoich poczynaniach i ostrożnie stawiał kolejne kroki w ich relacji. Teraz jednak, jej przybycie okazało się dla niego impulsem, który niepowstrzymanie pchał go ku niej, a on nie zamierzał się opierać. Choć nadal był uważny w wyrażaniu swoich myśli i emocji, tym razem pozwalał sobie na dużo więcej. - Powinnaś zdjąć te mokre rzeczy - powiedział głupio. Czasami tak właśnie robił - albo gadał za dużo albo za mało. Teraz sam zsunął płaszcz z jej ramion, który ciężko opadł na podłogę. Sam zaś natomiast nie zamierzał zwiększać dystansu pomiędzy ich osobami, dając jej do zrozumienia, że tego wieczoru tak już pozostanie.
  12. Rzęsiście padający deszcz nie dawał za wygraną, a ulice powoli zamieniały się w rwące potoki, które szukając ujścia gnały przed siebie. On szedł nie zwracając uwagi na zalegającą wodę, zaś jego głowa pełna była rozmyślań nad wszystkim, co się do tej pory wydarzyło; nad tajemnicą istnienia Markusa; nad ludźmi gadającymi od rzeczy i w końcu; nad przewodnikami, którzy cały czas go okłamywali. Wracał do swojej siedziby, mijając kolejne lampy uliczne, których żarówki nie potrafiły utrzymać stałego światła, a ciągle gasły, powodując wokół siebie niepokojący mrok. Sylwetka osoby, którą zobaczył z daleka opierająca się o budynek jego biura wzbudziła kolejne tego dnia zaniepokojenie. Ściana deszczu skutecznie rozmazywała stojącą w oddali postać. Robił więc kolejne kroki w tym kierunku, a gdy był coraz bliżej, powoli jego oczy zaczęły dostrzegać szczegóły, których tak dawno już nie widział. Przyspieszył kroku, a dotąd nieznajoma postać stawała mu się coraz bliższa. Rozżarzony papieros i czarny płaszcz, w który była odziana... Stałą niewzruszenie pośród spadających kropel deszczu, a twarz jej wyrażała głęboką zadumę. Podszedł na wprost niej, dotykając jej ramienia. - Lieselotte? Co Ty tutaj robisz? - to pytanie mogło wydawać się zarzutem, jednak było wyrazem ciężkiego do opisania zaskoczenia. Pytał, jakby chciał się upewnić, że to na pewno kobieta, bez której szara codzienność Umelu wydaje się tylko jeszcze bardziej dołująca. Ona wyrzuciła papierosa i zaczęła tłumaczyć powody swojego przybycia, wyrażając niewinną postawę. - Zaskoczyłaś mnie.- powiedział, a później objął ją ramieniem i czym prędzej otworzył drzwi, dające im w końcu schronienie nad głową. Często psuł takie momenty. Olbrzymia radość i jednoczesne zaskoczenie, odbierały mu czucie chwili, a przez to wydawał się oschły i zdystansowany. - Mam Ci tyle do opowiedzenia... - rzekł prowadząc ją do gabinetu, ale gdy odwrócił się w jej kierunku, zobaczył raz jeszcze przemokniętą kobietę, która cierpliwie wyczekiwała go, stojąc w deszczu bez wiedzy jak długo to oczekiwanie będzie trwało. Zrobił ruch w jej kierunku, przykładając obie dłonie do jej twarzy. Zbliżył się, tak że stykali się niemal czołami. - Cholernie się cieszę, że Cię widzę... ...i nie chciał mówić nic więcej, choć w jego sercu biła niepowstrzymana radość z jej obecności. Dudniąca w jego duszy burza potrzebowała właśnie tej chwili, w której jego serce zostanie zdominowane słońcem, a uczucia zostaną owładnięte tęczą, której zawsze z wielką ochotą i zniecierpliwieniem się wypatruje. Chciał ten czas dać tylko jej, chciał w końcu pokazać jak bardzo jej obecności tutaj pragnął...
  13. Panowie, przemyślcie to dobrze. Swoją decyzją narażacie mnie na poważne konsekwencje! ^^
  14. Dlatego też pozostawmy port towarowy w Rammsteinfreutcie, a kolejowy western w Umelu zostawimy sobie na inne okazje.
  15. Freut Umel, 7 grudnia 2022 r. Mogłoby się wydawać, że to grudniowe dni stają się coraz krótsze, jednak w Umel każda doba wyglądała tak samo. Ponura aura dawała się we znaki i mocno komponowała z przestrzenią, którą chowała pod swoim mglistym płaszczem. Kiedy do tego dokładany był deszcz, okolica stawała się całkowicie wymarła. Po ostatniej dyskusji ze swoimi opiekunami, zirytowany postanowił pozbyć się ich wszystkich. Odtąd pozostawał sam i... właściwie zatracił koncepcję swojego panowania w mieście. Nie wiedział nic o okolicy, a ludzie nadal nie darzyli go zaufaniem. Starał się więc jak najczęściej pokazywać na ulicy, jednak zdawać by się mogło, że tym zachowaniem powoduje jeszcze większą ostrożność tutejszych mieszkańców. Chodził więc sam, zbierając kolejne krople rzęsiście padającego deszczu. Co jakiś czas oglądał się za siebie. Miał bowiem nieodparte wrażenie, że cały czas jest obserwowany. Ci, którzy go tu przywitali nie byli przypadkowymi osobami. Zdawać by się mogło, że to oni kierują tym miejscem, a on jest jedynie osobą pozorującą normalność. Stawiał kolejne kroki idąc bez celu, a każde chlupnięcie zalegającej na chodniku wody, odbijało się głucho echem, które potęgowało jedynie uczucie osamotnienia. Miał tak się przynajmniej teraz czuć, bowiem to samotność powoduje największy strach. - Boisz się śnić? - usłyszał niespodziewane pytanie zza jego pleców. Nie potrafił wyjaśnić jak to możliwe, iż nie usłyszał odgłosów zbliżającego się nieznajomego. Ten teraz w bliskiej odległości stał za jego plecami, a para wydobywająca się z jego ust, powodowała dreszcze na karku Freutreggera. Odwrócił się ostrożnie, nie potrafiąc ocenić zagrożenia. Tam zobaczył starszego mężczyznę, który równie jak Joachim, chował swoją głowę pod kapeluszem. Spoglądał spod jego szerokiego ronda, łypiąc na Cargalho nieco z boku. - Czego tutaj chodzisz? To nie czas na spacery... Spać nie możesz, czy też nie chcesz? - dopytywał go dalej. Cargalho czuł się zdecydowanie osaczony jego obecnością, a gdy tylko próbował nieco zdystansować się od nieznajomego, ten momentalnie skracał tę odległość, jakby chciał wymóc na nim jak najszybszą odpowiedź na zadane pytania. Wyglądał na szaleńca i nie było to właściwie niczym nowym w tym miejscu. - Odsuń się, albo odeślę Cię do Markusa - Joachim postanowił zaryzykować, chcąc upewnić się jak silnie zakorzeniona w społeczeństwie jest ta postać. Dotąd nie wiedział kim on właściwie jest. Facet zrobił krok do tyłu, a później się roześmiał! - Wariat! Wariat! - krzyczał głośno i śmiał się. - Odeślesz mnie do Markusa? Haha! Powinieneś skończyć na wyspie... - wykrzykiwał - Lepiej się tam udaj! Zanim Markus sam po Ciebie przyjdzie! - i śmiał się nadal. Później energicznie zbliżył się do niego i przykładając usta do jego ucha, szepnął: - Powiem Ci coś w sekrecie... Może znajdziesz tam jakieś dzieci... Tylko pamiętaj... Nie zbłądź do więzienia... To nie ta wyspa jest Twoim celem - i oddalił się tak samo nagle, jak wcześniej przybył. Joachim stał jeszcze przez chwilę w osłupieniu. Dreszcz, który go przeszył kilka sekund wcześniej, nadal był obecny na jego skórze. Czuł, jak kolejne krople wody uderzają o jego ubranie, coraz bardziej przenikając w ich głąb. Markus, druga wyspa i więzienie, które nie jest celem... Czas było poznać choć część z tych tajemnic.